Tak, jak zakochani nie dostrzegają wad u swojej "drugiej połówki", tak zakochani w wolontariacie rzadko dostrzegają jego wady. Jednak, gdy zdadzą sobie z nich sprawę, to mają dwa wyjścia: albo zrezygnować, albo zrobić z nich coś pozytywnego. Może nie mam dużego doświadczenia w wolontariacie, ale tym zaczynającym chciałabym pokazać, czego mogą się spodziewać, aby nie byli niemiło zaskoczeni.
- charakter ludzi - nie możemy zapanować nad tym, że ktoś ma inny charakter niż nasz. Stereotypowo patrząc starsi ludzie mogą być zgorzkniali, małe dzieci irytujące, młodzież krnąbrna i niegrzeczna.... No ale wśród nich są też mili, uprzejmi, grzeczni, spokojni... Czasem musimy przekonać się do kogoś, odrzucić obawy, może przy bliższym poznaniu ta osoba okaże się naszym idealnym kompanem, a początkowa niechęć wynikała ze strachu przed nowym. Pamiętajmy jednak, jeśli jest naprawdę źle, to mamy prawo do zmiany. Nic na siłę.
- narzucanie naszych pomysłów- przychodząc na wolontariat jesteśmy po szkoleniach, wciąż żyjemy wiedzą na nich zdobytą, chcemy zaraz wcielić ideały w życie. Czasem jednak takim zachowaniem wręcz kogoś krzywdzimy. To ktoś żyje ze swoją np. niepełnosprawnością X lat i ma inne sposoby na skorzystanie z toalety czy jedzenie, my nie możemy narzucać mu tego, czego nauczyliśmy się na jakimś kursie. Oczywiście, mamy prawo zaproponować nowe rozwiązania, jednak nie narzucajmy ich, tylko zastosujmy się do tych obowiązujących.
- obrzydzenie - każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma prawo do chwili słabości. Zwłaszcza, gdy styka się z czymś dotąd nieznanym. Może to zabrzmi brutalnie, ale taka jest prawda. Niektórzy mają wstręt do starszych osób czy bezdomnych, bo mają specyficzny zapach, inni brzydzą się karmienia kogoś, jeszcze inni nie potrafią przełamać się i posprzątać odchodów jakiegoś zwierzęcia. Kiedy jednak "oswoimy" coś dotąd nieznane, to łatwiej nam to zaakceptować. Trzeba się tylko odważyć!
- monotonia - na początku zawsze jest "fajnie", "super", ale z czasem popadamy w rutynę. Wciąż odrabiamy z dziećmi zadania matematyczne z tego samego działu, codziennie o tej samej porze kogoś karmimy tym samym, nieustannie wypełniamy tą samą tabelkę, która nie ma końca. Niektórzy lubią systematyczność, inni unikają jej jak ognia. Jeśli nie chcemy robić czegoś stale, może warto wtedy skupić się na wolontariacie akcyjnym. Mnóstwo emocji, działania na wysokich obrotach, krótko, a potem przerwa do następnej akcji. Gdy decydujemy się na wolontariat stały, to przecież od nas zależy, czy będzie on monotonny, czy wprowadzimy do niego nowe życie.
- odpowiedzialność - wielu początkujących wolontariuszy zapomina o niej. Pełni entuzjazmu zapisują się na różne typy wolontariatu. Np. na pomoc przy festynie zapisuje się 30 osób, zdeklarowanych, wiedzą, jak chcą pomóc! A przychodzi... 20? 15? A gdzie reszta. Oczywiście zdarzają się różne sytuacje losowe, ale odpowiedzialny człowiek informuje o tym, szuka kogoś na zastępstwo. Niektórzy myślą, że gdy zapiszą się na jakiś wolontariat stały, ale po kilku razach stwierdzą, że to nie dla nich, to będąc odpowiedzialnymi muszą wytrwać do końca. Wcale nie! Właśnie ktoś odpowiedzialny zgłasza, że to jednak nie to, a nie po prostu przestaje przychodzić.
- emocje - nie w każdym typie wolontariatu są wskazane, czasem wręcz przynoszą więcej szkody niż pożytku. Ale to właśnie tutaj mamy okazję do nauki panowania nad nimi, co może zaowocować w przyszłości. Tak zamieniamy wadę w zaletę :P
Nie przychodzą mi na myśl inne wady wolontariatu, chociaż pewnie jakieś się znajdą. Nie chcę jednak nikogo straszyć, a uświadomić. Mimo to, każdego dnia przybywa wielu wolontariuszy w każdym wieku. A ja wciąż trwam w nim od chyba 4,5 roku, więc chyba warto :) Jeszcze się nie zniechęciłam :)
Blog konkursowy dotyczący mojego doświadczenia z wolontariatem w Caritas Diecezji Kieleckiej
niedziela, 8 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
"Poczucia odrzucenia nie da się wyleczyć"
Ostatnio ponad wolontariat w Caritas, niestety, ważniejsze są studia, stąd tak mało wpisów. Tym bardziej, że działam też w innych wolontariatach (Akademia Przyszłości, Szlachetna Paczka, wolontariat w parafii i lokalnych stowarzyszeniach). W tym tygodniu kilka razy byłam w DCW, pomagałam przy różnorodnych rzeczach, jednak nie o tym chciałam dziś napisać (chociaż o oczywiście też były to ważne sprawy).
Chciałam Wam opowiedzieć o szkoleniu dla wolontariuszy zorganizowanym przez Caritas Diecezji Kieleckiej z dofinansowaniem PFRON o nazwie "Pomóżmy pomagać". Można je nazwać "międzypokoleniowym", gdyż brali w nim udział studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku zaangażowani w wolontariat i młodzież z naszego DCW. Zostało podzielone na trzy odrębne sekcje. Podczas pierwszego dnia mieliśmy zajęcia praktyczne z fizjoterapeutami z fundacji FAR, która pomaga niepełnosprawnym przystosować się do nowych realiów życia. Pokazywali nam, jak jeździć po przeszkodach, przesadzać osobę niepełnosprawną czy bezpiecznie upadać z wózkiem. Najważniejsze było to, że mogliśmy "wcielić się" w osobę jeżdżącą na wózku, zobaczyć, jaka to trudność pokonać próg w drzwiach czy trzy schodki. Jedna osoba była "chora", a druga zawsze ją asekurowała. To ważne podczas kontaktu z osobami sparaliżowanymi, aby umieć im pomóc, odpowiednio złapać itd.
Część druga poświęcona była wolontariatowi hospicyjnemu. Tu padło wiele ważnych słów od osób, które na co dzień spotykają się ze śmiercią. Wykładu było mało, organizatorzy skupili się na warsztatach i filmach, które obrazowały to, z czym możemy się spotkać podczas naszego wolontariatu. Wiele pomógł nam w tym film o bł. Matce Teresie z Kalkuty. Wiemy, jak ważną rolę odegrała ona nie tylko dla indyjskich ludzi. To chyba właśnie dzięki nim dostrzeżono umierających. "Przyprowadzała zwierzęta, a odchodziły anioły"- to takie podsumowanie jej działalności, które zasłyszałam w filmie, ale też podczas innych szkoleń prowadzonych przez naszego koordynatora. Tytuł, który nadałam temu postowi to również jej słowa, a idealnie odnoszą się do tematyki szkolenia.
Podczas trzeciej części szkoleniowej spotkaliśmy się z psychologiem-terapeutą. Dowiedzieliśmy się, jak aktywnie słuchać chorego, jak pomóc mu przejść fazy akceptacji choroby/śmierci, co robić, aby nie szkodzić. Każdy z nas zrobił też test predyspozycji, dzięki któremu uświadomiliśmy sobie, że nie możemy "na siłę" do czegoś się dopasowywać, jeśli jest to wbrew nam. I np. mi wyszło, że idealna jest dla mnie praca z ludźmi, nauczanie, pomaganie, ale już mam problem ze zdolnościami manualnymi, technicznymi, naukowymi czy rozwiązywaniem problemów bez udziału emocji - i to się zgadza!
Mogłabym przepisać wszystkie notatki, które zrobiłam podczas tych szkoleń, jednak "po co?". Myślę, że tymi kilkoma słowami zachęciłam Was do udziału w szkoleniach i zainteresowaniu się innym rodzajem wolontariatu niż świetlice środowiskowe, kolonie, festyny czy kwesty. Warto dostrzegać niepełnosprawnych wśród nas, otwierać się na nie. Wiele dał mi niedawno zakończony kurs języka migowego, który pokazał mi, że niepełnosprawny to nie tylko "ten na wózku", ale ktoś w moim wieku, modnie ubrany, mający pracę, zainteresowania, ale nie słyszący. Dowiedziałam się też, że warto odrzucić śmierć jako temat tabu i zacząć ją traktować jako kolejny etap życia każdego człowieka.
Kolejny post chyba dopiero za tydzień, ale obiecuję, że będzie bardzo interesujący i na pewno bardziej pozytywny :)
Chciałam Wam opowiedzieć o szkoleniu dla wolontariuszy zorganizowanym przez Caritas Diecezji Kieleckiej z dofinansowaniem PFRON o nazwie "Pomóżmy pomagać". Można je nazwać "międzypokoleniowym", gdyż brali w nim udział studenci Uniwersytetu Trzeciego Wieku zaangażowani w wolontariat i młodzież z naszego DCW. Zostało podzielone na trzy odrębne sekcje. Podczas pierwszego dnia mieliśmy zajęcia praktyczne z fizjoterapeutami z fundacji FAR, która pomaga niepełnosprawnym przystosować się do nowych realiów życia. Pokazywali nam, jak jeździć po przeszkodach, przesadzać osobę niepełnosprawną czy bezpiecznie upadać z wózkiem. Najważniejsze było to, że mogliśmy "wcielić się" w osobę jeżdżącą na wózku, zobaczyć, jaka to trudność pokonać próg w drzwiach czy trzy schodki. Jedna osoba była "chora", a druga zawsze ją asekurowała. To ważne podczas kontaktu z osobami sparaliżowanymi, aby umieć im pomóc, odpowiednio złapać itd.
Część druga poświęcona była wolontariatowi hospicyjnemu. Tu padło wiele ważnych słów od osób, które na co dzień spotykają się ze śmiercią. Wykładu było mało, organizatorzy skupili się na warsztatach i filmach, które obrazowały to, z czym możemy się spotkać podczas naszego wolontariatu. Wiele pomógł nam w tym film o bł. Matce Teresie z Kalkuty. Wiemy, jak ważną rolę odegrała ona nie tylko dla indyjskich ludzi. To chyba właśnie dzięki nim dostrzeżono umierających. "Przyprowadzała zwierzęta, a odchodziły anioły"- to takie podsumowanie jej działalności, które zasłyszałam w filmie, ale też podczas innych szkoleń prowadzonych przez naszego koordynatora. Tytuł, który nadałam temu postowi to również jej słowa, a idealnie odnoszą się do tematyki szkolenia.
Podczas trzeciej części szkoleniowej spotkaliśmy się z psychologiem-terapeutą. Dowiedzieliśmy się, jak aktywnie słuchać chorego, jak pomóc mu przejść fazy akceptacji choroby/śmierci, co robić, aby nie szkodzić. Każdy z nas zrobił też test predyspozycji, dzięki któremu uświadomiliśmy sobie, że nie możemy "na siłę" do czegoś się dopasowywać, jeśli jest to wbrew nam. I np. mi wyszło, że idealna jest dla mnie praca z ludźmi, nauczanie, pomaganie, ale już mam problem ze zdolnościami manualnymi, technicznymi, naukowymi czy rozwiązywaniem problemów bez udziału emocji - i to się zgadza!
Mogłabym przepisać wszystkie notatki, które zrobiłam podczas tych szkoleń, jednak "po co?". Myślę, że tymi kilkoma słowami zachęciłam Was do udziału w szkoleniach i zainteresowaniu się innym rodzajem wolontariatu niż świetlice środowiskowe, kolonie, festyny czy kwesty. Warto dostrzegać niepełnosprawnych wśród nas, otwierać się na nie. Wiele dał mi niedawno zakończony kurs języka migowego, który pokazał mi, że niepełnosprawny to nie tylko "ten na wózku", ale ktoś w moim wieku, modnie ubrany, mający pracę, zainteresowania, ale nie słyszący. Dowiedziałam się też, że warto odrzucić śmierć jako temat tabu i zacząć ją traktować jako kolejny etap życia każdego człowieka.
Kolejny post chyba dopiero za tydzień, ale obiecuję, że będzie bardzo interesujący i na pewno bardziej pozytywny :)
sobota, 24 października 2015
Szkolenia, ach szkolenia
Ostatnio w Caritas tyle się dzieje: przygotowywanie plakatów, szkolenia, wywiady dla telewizji. A ja co? NIE MAM CZASU!
Trudno mi jednak długo funkcjonować bez wizyt w DCW. Dlatego też we wtorek byłam na "Herbacie z aureolą", gdzie spotkałam większość wolontariuszy Caritas, a w piątek przez kilka godzin pomagałam w biurze. Pracy było co nie miara. W tym dniu zaczynało się trzydniowe szkolenie z pedagogiki zabawy oraz z pracy z osobami uzależnionymi i zagrożonymi wykluczeniem społecznym, więc trzeba było spakować niezbędne rekwizyty. Nie sądziłam, że aż tyle rzeczy jest potrzebnych na takich warsztatach. Tak im zazdroszczę tego wyjazdu, gdyby nie mój kurs języka migowego, z pewnością byłabym z nimi.
W środę nagrywany był materiał dla telewizji dotyczący przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Konkretniej dotyczył on akcji porządkowania grobów partyzantów, której podjęli się nasi wolontariusze i organizacje związane z patriotyzmem. Widziałam pierwsze, nieoficjalne materiały i bardzo mi się podobały, ciekawe jaki efekt będzie w telewizji. A dziś rozpoczęła się akcja, w planach mieli do uporządkowania 1000 grobów. Wierzę, że się im uda!
Na szczęście nie omijają mnie wszystkie atrakcje oferowane przez Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Zapisałam się na szkolenie z pracy z osobami niepełnosprawnymi i terminalnie chorymi. Jak może pamiętacie, we wrześniu już miałam "przygodę" z niepełnosprawnymi, może więc warto kształcić się w tym kierunku.
Za tydzień mam egzamin na kursie języka migowego, więc (jeśli zdam), będę mieć troszkę więcej czasu na wolontariat. Chociaż czasem sama w to nie wierzę :) Doba jest dla mnie zbyt krótka. Wracam do swoich zobowiązań, miłego weekendu :)
Trudno mi jednak długo funkcjonować bez wizyt w DCW. Dlatego też we wtorek byłam na "Herbacie z aureolą", gdzie spotkałam większość wolontariuszy Caritas, a w piątek przez kilka godzin pomagałam w biurze. Pracy było co nie miara. W tym dniu zaczynało się trzydniowe szkolenie z pedagogiki zabawy oraz z pracy z osobami uzależnionymi i zagrożonymi wykluczeniem społecznym, więc trzeba było spakować niezbędne rekwizyty. Nie sądziłam, że aż tyle rzeczy jest potrzebnych na takich warsztatach. Tak im zazdroszczę tego wyjazdu, gdyby nie mój kurs języka migowego, z pewnością byłabym z nimi.
W środę nagrywany był materiał dla telewizji dotyczący przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Konkretniej dotyczył on akcji porządkowania grobów partyzantów, której podjęli się nasi wolontariusze i organizacje związane z patriotyzmem. Widziałam pierwsze, nieoficjalne materiały i bardzo mi się podobały, ciekawe jaki efekt będzie w telewizji. A dziś rozpoczęła się akcja, w planach mieli do uporządkowania 1000 grobów. Wierzę, że się im uda!
Na szczęście nie omijają mnie wszystkie atrakcje oferowane przez Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Zapisałam się na szkolenie z pracy z osobami niepełnosprawnymi i terminalnie chorymi. Jak może pamiętacie, we wrześniu już miałam "przygodę" z niepełnosprawnymi, może więc warto kształcić się w tym kierunku.
Za tydzień mam egzamin na kursie języka migowego, więc (jeśli zdam), będę mieć troszkę więcej czasu na wolontariat. Chociaż czasem sama w to nie wierzę :) Doba jest dla mnie zbyt krótka. Wracam do swoich zobowiązań, miłego weekendu :)
poniedziałek, 12 października 2015
Dzień Papieski
Niektórzy mówią, że wolontariat wymaga poświęceń. Wczoraj wolontariusze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu mogli się o tym przekonać.
Niedzielne, mroźne popołudnie. Przed siedzibą Caritas w Kielcach kłębi się tłum zmarzniętej młodzieży. To odważni, którzy pomimo temp. bliskiej zeru, wyszli spod kołdry, by umilić czas dzieciom spędzającym czas na Festynie Papieskim. Niektórzy zbierali fundusze dla Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, a pozostali przygotowywali atrakcje dla najmłodszych. Mogli oni znaleźć stoisko z planszówkami, nauczyć się robić ludziki z kasztanów, malować wielki znak Światowych Dni Młodzieży 2016, pleść różańce. Dla tych bardziej aktywnych przygotowane były kręgle, guma, skakanki, chusta Klanzy. Niektórzy roznosili balony, a było to trudne podczas tak silnego wiatru. Pomimo mroźnej aury wiele osób zatrzymywało się, by posłuchać zespołu Kerygmat czy pobawić się wraz z wolontariuszami. Miałam okazję przypomnieć sobie, jak grać w "gumę", a także nauczyć tego młodsze pokolenie. Bardzo miłe doświadczenie. Cieszę się, że pokonałam własne słabości i spotkałam tylu wspaniałych ludzi.
Niedzielne, mroźne popołudnie. Przed siedzibą Caritas w Kielcach kłębi się tłum zmarzniętej młodzieży. To odważni, którzy pomimo temp. bliskiej zeru, wyszli spod kołdry, by umilić czas dzieciom spędzającym czas na Festynie Papieskim. Niektórzy zbierali fundusze dla Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, a pozostali przygotowywali atrakcje dla najmłodszych. Mogli oni znaleźć stoisko z planszówkami, nauczyć się robić ludziki z kasztanów, malować wielki znak Światowych Dni Młodzieży 2016, pleść różańce. Dla tych bardziej aktywnych przygotowane były kręgle, guma, skakanki, chusta Klanzy. Niektórzy roznosili balony, a było to trudne podczas tak silnego wiatru. Pomimo mroźnej aury wiele osób zatrzymywało się, by posłuchać zespołu Kerygmat czy pobawić się wraz z wolontariuszami. Miałam okazję przypomnieć sobie, jak grać w "gumę", a także nauczyć tego młodsze pokolenie. Bardzo miłe doświadczenie. Cieszę się, że pokonałam własne słabości i spotkałam tylu wspaniałych ludzi.
sobota, 10 października 2015
Oj, zaniedbałam Was ostatnio :) Ach, wszystko przez te studia :) Dziś kolejny raz chcę Wam udowodnić, że Ktoś zawsze stawia nas w odpowiednim miejscu we właściwym czasie.
Piątek, pomimo że planowo nie mam wtedy zajęć, spędziłam na podróżowaniu między różnymi wydziałami mojej uczelni. Po drodze wstąpiłam jednak w moje ulubione miejsce - Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Wprawdzie nie było naszego koordynatora wolontariatu, ale spotkałam tam ks. Krzysztofa Banasika i innych współpracowników. Dzięki temu miałam okazję wziąć udział w konferencji dotyczącej otwarcia Świętokrzyskiego Szlaku Papieskiego i obchodów Dnia Papieskiego. Może pamiętacie, na początku mojej przygody z blogiem opisywałam, jak to jako pierwsi wolontariusze Diecezji Kieleckiej przeszli pewien szlak. No, to właśnie ten :) Teraz musimy się tam wybrać ponownie i sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Sądziłam, że wynudzę się na tej konferencji, ale na szczęście się myliłam! Opowieści przewodników, osób związanych z takimi szlakami w Polsce czy przedstawicieli władz bardzo mnie zainteresowały. Wszyscy opowiadali o trasie ze swojego punktu widzenia, a ja mogłam porównać to z własną opinią.
Jutro również włączę się w Dzień Papieski. Najpierw będę kwestować w swojej parafii, a zaraz potem jadę do Kielc na wolontariat podczas Festynu Papieskiego. Ciekawe, czy wszystko się uda :)
Piątek, pomimo że planowo nie mam wtedy zajęć, spędziłam na podróżowaniu między różnymi wydziałami mojej uczelni. Po drodze wstąpiłam jednak w moje ulubione miejsce - Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Wprawdzie nie było naszego koordynatora wolontariatu, ale spotkałam tam ks. Krzysztofa Banasika i innych współpracowników. Dzięki temu miałam okazję wziąć udział w konferencji dotyczącej otwarcia Świętokrzyskiego Szlaku Papieskiego i obchodów Dnia Papieskiego. Może pamiętacie, na początku mojej przygody z blogiem opisywałam, jak to jako pierwsi wolontariusze Diecezji Kieleckiej przeszli pewien szlak. No, to właśnie ten :) Teraz musimy się tam wybrać ponownie i sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Sądziłam, że wynudzę się na tej konferencji, ale na szczęście się myliłam! Opowieści przewodników, osób związanych z takimi szlakami w Polsce czy przedstawicieli władz bardzo mnie zainteresowały. Wszyscy opowiadali o trasie ze swojego punktu widzenia, a ja mogłam porównać to z własną opinią.
Jutro również włączę się w Dzień Papieski. Najpierw będę kwestować w swojej parafii, a zaraz potem jadę do Kielc na wolontariat podczas Festynu Papieskiego. Ciekawe, czy wszystko się uda :)
niedziela, 4 października 2015
Świadectwo Daru Modlitwy
Dziś krótko :) Zamieszczam obiecany filmik http://www.diecezja.kielce.pl/swiadectwo-daru-modlitwy-nominacja-dla-wsd-w-kielcach
Na tej stronie znajdziecie też listę wspólnot, które dotąd wzięły udział w sztafecie. Zachęcam do obejrzenia. Błogosławionej niedzieli :)
Na tej stronie znajdziecie też listę wspólnot, które dotąd wzięły udział w sztafecie. Zachęcam do obejrzenia. Błogosławionej niedzieli :)
czwartek, 1 października 2015
Kamera, akcja!
Witam! Ale się stęskniłam za pisaniem :) A dziś ważne wydarzenie, którym muszę się z Wami podzielić :)
Od rana wiele się działo, ale takich spraw, powiedzmy, codziennych. Sprzątanie, warsztaty, itd. Niby nic specjalnego. Jednak, tuż przed południem w biurze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu zaroiło się od wolontariuszy. Wszyscy przybyli, aby pomóc przy kręceniu filmiku do Świadectwa Daru Modlitwy. Akcja zaczęła się około rok temu, kiedy to młodzi rozpoczynający przygotowania do Światowych Dni Młodzieży 2016 chcieli rozpropagować modlitwę w intencji tego wydarzenia. Młodzież nagrywa, jak wspólnie się modli, a następnie nominuje grupę, która kontynuuje sztafetę. I w końcu padło na Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Nie stanowiło to dla nas problemu, gdyż codziennie podczas modlitwy Anioł Pański polecamy Bożej Opiece Światowe Dni Młodzieży. Dziś jednak musieliśmy to uwiecznić na filmiku. O dziwo obyło się bez dubli, wszystko nakręciliśmy za pierwszym podejściem. Może dlatego, że to dla nas codzienność, a nie modlenie się "na pokaz". A czemu tyle osób? W biurze to też "normalność", zawsze ktoś wpada, ktoś wychodzi, nic nadzwyczajnego. Gdy filmik będzie gotowy, obiecuję się nim z Wami podzielić. Dowiecie się też wtedy, kogo nominowaliśmy. Nie chcę zdradzać przed publikacją :)
Po "ciężkiej pracy" kręcenia filmu postanowiliśmy spędzić wspólnie miło czas, rozmawialiśmy, żartowaliśmy i jedliśmy pyszną pizzę. Świętowaliśmy też 18-ste urodziny dwójki wolontariuszy - Piotrka i Mateusza. Dzisiejszy dzień był bardzo miły! Teraz biegnę na kolejne spotkanie lokalnego stowarzyszenia, w którego działania się angażuję. W końcu nie tylko Caritas-em żyje człowiek :)
Od rana wiele się działo, ale takich spraw, powiedzmy, codziennych. Sprzątanie, warsztaty, itd. Niby nic specjalnego. Jednak, tuż przed południem w biurze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu zaroiło się od wolontariuszy. Wszyscy przybyli, aby pomóc przy kręceniu filmiku do Świadectwa Daru Modlitwy. Akcja zaczęła się około rok temu, kiedy to młodzi rozpoczynający przygotowania do Światowych Dni Młodzieży 2016 chcieli rozpropagować modlitwę w intencji tego wydarzenia. Młodzież nagrywa, jak wspólnie się modli, a następnie nominuje grupę, która kontynuuje sztafetę. I w końcu padło na Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Nie stanowiło to dla nas problemu, gdyż codziennie podczas modlitwy Anioł Pański polecamy Bożej Opiece Światowe Dni Młodzieży. Dziś jednak musieliśmy to uwiecznić na filmiku. O dziwo obyło się bez dubli, wszystko nakręciliśmy za pierwszym podejściem. Może dlatego, że to dla nas codzienność, a nie modlenie się "na pokaz". A czemu tyle osób? W biurze to też "normalność", zawsze ktoś wpada, ktoś wychodzi, nic nadzwyczajnego. Gdy filmik będzie gotowy, obiecuję się nim z Wami podzielić. Dowiecie się też wtedy, kogo nominowaliśmy. Nie chcę zdradzać przed publikacją :)
Po "ciężkiej pracy" kręcenia filmu postanowiliśmy spędzić wspólnie miło czas, rozmawialiśmy, żartowaliśmy i jedliśmy pyszną pizzę. Świętowaliśmy też 18-ste urodziny dwójki wolontariuszy - Piotrka i Mateusza. Dzisiejszy dzień był bardzo miły! Teraz biegnę na kolejne spotkanie lokalnego stowarzyszenia, w którego działania się angażuję. W końcu nie tylko Caritas-em żyje człowiek :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)