Ostatnio w Caritas tyle się dzieje: przygotowywanie plakatów, szkolenia, wywiady dla telewizji. A ja co? NIE MAM CZASU!
Trudno mi jednak długo funkcjonować bez wizyt w DCW. Dlatego też we wtorek byłam na "Herbacie z aureolą", gdzie spotkałam większość wolontariuszy Caritas, a w piątek przez kilka godzin pomagałam w biurze. Pracy było co nie miara. W tym dniu zaczynało się trzydniowe szkolenie z pedagogiki zabawy oraz z pracy z osobami uzależnionymi i zagrożonymi wykluczeniem społecznym, więc trzeba było spakować niezbędne rekwizyty. Nie sądziłam, że aż tyle rzeczy jest potrzebnych na takich warsztatach. Tak im zazdroszczę tego wyjazdu, gdyby nie mój kurs języka migowego, z pewnością byłabym z nimi.
W środę nagrywany był materiał dla telewizji dotyczący przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Konkretniej dotyczył on akcji porządkowania grobów partyzantów, której podjęli się nasi wolontariusze i organizacje związane z patriotyzmem. Widziałam pierwsze, nieoficjalne materiały i bardzo mi się podobały, ciekawe jaki efekt będzie w telewizji. A dziś rozpoczęła się akcja, w planach mieli do uporządkowania 1000 grobów. Wierzę, że się im uda!
Na szczęście nie omijają mnie wszystkie atrakcje oferowane przez Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Zapisałam się na szkolenie z pracy z osobami niepełnosprawnymi i terminalnie chorymi. Jak może pamiętacie, we wrześniu już miałam "przygodę" z niepełnosprawnymi, może więc warto kształcić się w tym kierunku.
Za tydzień mam egzamin na kursie języka migowego, więc (jeśli zdam), będę mieć troszkę więcej czasu na wolontariat. Chociaż czasem sama w to nie wierzę :) Doba jest dla mnie zbyt krótka. Wracam do swoich zobowiązań, miłego weekendu :)
Blog konkursowy dotyczący mojego doświadczenia z wolontariatem w Caritas Diecezji Kieleckiej
sobota, 24 października 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Dzień Papieski
Niektórzy mówią, że wolontariat wymaga poświęceń. Wczoraj wolontariusze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu mogli się o tym przekonać.
Niedzielne, mroźne popołudnie. Przed siedzibą Caritas w Kielcach kłębi się tłum zmarzniętej młodzieży. To odważni, którzy pomimo temp. bliskiej zeru, wyszli spod kołdry, by umilić czas dzieciom spędzającym czas na Festynie Papieskim. Niektórzy zbierali fundusze dla Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, a pozostali przygotowywali atrakcje dla najmłodszych. Mogli oni znaleźć stoisko z planszówkami, nauczyć się robić ludziki z kasztanów, malować wielki znak Światowych Dni Młodzieży 2016, pleść różańce. Dla tych bardziej aktywnych przygotowane były kręgle, guma, skakanki, chusta Klanzy. Niektórzy roznosili balony, a było to trudne podczas tak silnego wiatru. Pomimo mroźnej aury wiele osób zatrzymywało się, by posłuchać zespołu Kerygmat czy pobawić się wraz z wolontariuszami. Miałam okazję przypomnieć sobie, jak grać w "gumę", a także nauczyć tego młodsze pokolenie. Bardzo miłe doświadczenie. Cieszę się, że pokonałam własne słabości i spotkałam tylu wspaniałych ludzi.
Niedzielne, mroźne popołudnie. Przed siedzibą Caritas w Kielcach kłębi się tłum zmarzniętej młodzieży. To odważni, którzy pomimo temp. bliskiej zeru, wyszli spod kołdry, by umilić czas dzieciom spędzającym czas na Festynie Papieskim. Niektórzy zbierali fundusze dla Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, a pozostali przygotowywali atrakcje dla najmłodszych. Mogli oni znaleźć stoisko z planszówkami, nauczyć się robić ludziki z kasztanów, malować wielki znak Światowych Dni Młodzieży 2016, pleść różańce. Dla tych bardziej aktywnych przygotowane były kręgle, guma, skakanki, chusta Klanzy. Niektórzy roznosili balony, a było to trudne podczas tak silnego wiatru. Pomimo mroźnej aury wiele osób zatrzymywało się, by posłuchać zespołu Kerygmat czy pobawić się wraz z wolontariuszami. Miałam okazję przypomnieć sobie, jak grać w "gumę", a także nauczyć tego młodsze pokolenie. Bardzo miłe doświadczenie. Cieszę się, że pokonałam własne słabości i spotkałam tylu wspaniałych ludzi.
sobota, 10 października 2015
Oj, zaniedbałam Was ostatnio :) Ach, wszystko przez te studia :) Dziś kolejny raz chcę Wam udowodnić, że Ktoś zawsze stawia nas w odpowiednim miejscu we właściwym czasie.
Piątek, pomimo że planowo nie mam wtedy zajęć, spędziłam na podróżowaniu między różnymi wydziałami mojej uczelni. Po drodze wstąpiłam jednak w moje ulubione miejsce - Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Wprawdzie nie było naszego koordynatora wolontariatu, ale spotkałam tam ks. Krzysztofa Banasika i innych współpracowników. Dzięki temu miałam okazję wziąć udział w konferencji dotyczącej otwarcia Świętokrzyskiego Szlaku Papieskiego i obchodów Dnia Papieskiego. Może pamiętacie, na początku mojej przygody z blogiem opisywałam, jak to jako pierwsi wolontariusze Diecezji Kieleckiej przeszli pewien szlak. No, to właśnie ten :) Teraz musimy się tam wybrać ponownie i sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Sądziłam, że wynudzę się na tej konferencji, ale na szczęście się myliłam! Opowieści przewodników, osób związanych z takimi szlakami w Polsce czy przedstawicieli władz bardzo mnie zainteresowały. Wszyscy opowiadali o trasie ze swojego punktu widzenia, a ja mogłam porównać to z własną opinią.
Jutro również włączę się w Dzień Papieski. Najpierw będę kwestować w swojej parafii, a zaraz potem jadę do Kielc na wolontariat podczas Festynu Papieskiego. Ciekawe, czy wszystko się uda :)
Piątek, pomimo że planowo nie mam wtedy zajęć, spędziłam na podróżowaniu między różnymi wydziałami mojej uczelni. Po drodze wstąpiłam jednak w moje ulubione miejsce - Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Wprawdzie nie było naszego koordynatora wolontariatu, ale spotkałam tam ks. Krzysztofa Banasika i innych współpracowników. Dzięki temu miałam okazję wziąć udział w konferencji dotyczącej otwarcia Świętokrzyskiego Szlaku Papieskiego i obchodów Dnia Papieskiego. Może pamiętacie, na początku mojej przygody z blogiem opisywałam, jak to jako pierwsi wolontariusze Diecezji Kieleckiej przeszli pewien szlak. No, to właśnie ten :) Teraz musimy się tam wybrać ponownie i sprawdzić, czy coś się zmieniło.
Sądziłam, że wynudzę się na tej konferencji, ale na szczęście się myliłam! Opowieści przewodników, osób związanych z takimi szlakami w Polsce czy przedstawicieli władz bardzo mnie zainteresowały. Wszyscy opowiadali o trasie ze swojego punktu widzenia, a ja mogłam porównać to z własną opinią.
Jutro również włączę się w Dzień Papieski. Najpierw będę kwestować w swojej parafii, a zaraz potem jadę do Kielc na wolontariat podczas Festynu Papieskiego. Ciekawe, czy wszystko się uda :)
niedziela, 4 października 2015
Świadectwo Daru Modlitwy
Dziś krótko :) Zamieszczam obiecany filmik http://www.diecezja.kielce.pl/swiadectwo-daru-modlitwy-nominacja-dla-wsd-w-kielcach
Na tej stronie znajdziecie też listę wspólnot, które dotąd wzięły udział w sztafecie. Zachęcam do obejrzenia. Błogosławionej niedzieli :)
Na tej stronie znajdziecie też listę wspólnot, które dotąd wzięły udział w sztafecie. Zachęcam do obejrzenia. Błogosławionej niedzieli :)
czwartek, 1 października 2015
Kamera, akcja!
Witam! Ale się stęskniłam za pisaniem :) A dziś ważne wydarzenie, którym muszę się z Wami podzielić :)
Od rana wiele się działo, ale takich spraw, powiedzmy, codziennych. Sprzątanie, warsztaty, itd. Niby nic specjalnego. Jednak, tuż przed południem w biurze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu zaroiło się od wolontariuszy. Wszyscy przybyli, aby pomóc przy kręceniu filmiku do Świadectwa Daru Modlitwy. Akcja zaczęła się około rok temu, kiedy to młodzi rozpoczynający przygotowania do Światowych Dni Młodzieży 2016 chcieli rozpropagować modlitwę w intencji tego wydarzenia. Młodzież nagrywa, jak wspólnie się modli, a następnie nominuje grupę, która kontynuuje sztafetę. I w końcu padło na Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Nie stanowiło to dla nas problemu, gdyż codziennie podczas modlitwy Anioł Pański polecamy Bożej Opiece Światowe Dni Młodzieży. Dziś jednak musieliśmy to uwiecznić na filmiku. O dziwo obyło się bez dubli, wszystko nakręciliśmy za pierwszym podejściem. Może dlatego, że to dla nas codzienność, a nie modlenie się "na pokaz". A czemu tyle osób? W biurze to też "normalność", zawsze ktoś wpada, ktoś wychodzi, nic nadzwyczajnego. Gdy filmik będzie gotowy, obiecuję się nim z Wami podzielić. Dowiecie się też wtedy, kogo nominowaliśmy. Nie chcę zdradzać przed publikacją :)
Po "ciężkiej pracy" kręcenia filmu postanowiliśmy spędzić wspólnie miło czas, rozmawialiśmy, żartowaliśmy i jedliśmy pyszną pizzę. Świętowaliśmy też 18-ste urodziny dwójki wolontariuszy - Piotrka i Mateusza. Dzisiejszy dzień był bardzo miły! Teraz biegnę na kolejne spotkanie lokalnego stowarzyszenia, w którego działania się angażuję. W końcu nie tylko Caritas-em żyje człowiek :)
Od rana wiele się działo, ale takich spraw, powiedzmy, codziennych. Sprzątanie, warsztaty, itd. Niby nic specjalnego. Jednak, tuż przed południem w biurze Diecezjalnego Centrum Wolontariatu zaroiło się od wolontariuszy. Wszyscy przybyli, aby pomóc przy kręceniu filmiku do Świadectwa Daru Modlitwy. Akcja zaczęła się około rok temu, kiedy to młodzi rozpoczynający przygotowania do Światowych Dni Młodzieży 2016 chcieli rozpropagować modlitwę w intencji tego wydarzenia. Młodzież nagrywa, jak wspólnie się modli, a następnie nominuje grupę, która kontynuuje sztafetę. I w końcu padło na Diecezjalne Centrum Wolontariatu. Nie stanowiło to dla nas problemu, gdyż codziennie podczas modlitwy Anioł Pański polecamy Bożej Opiece Światowe Dni Młodzieży. Dziś jednak musieliśmy to uwiecznić na filmiku. O dziwo obyło się bez dubli, wszystko nakręciliśmy za pierwszym podejściem. Może dlatego, że to dla nas codzienność, a nie modlenie się "na pokaz". A czemu tyle osób? W biurze to też "normalność", zawsze ktoś wpada, ktoś wychodzi, nic nadzwyczajnego. Gdy filmik będzie gotowy, obiecuję się nim z Wami podzielić. Dowiecie się też wtedy, kogo nominowaliśmy. Nie chcę zdradzać przed publikacją :)
Po "ciężkiej pracy" kręcenia filmu postanowiliśmy spędzić wspólnie miło czas, rozmawialiśmy, żartowaliśmy i jedliśmy pyszną pizzę. Świętowaliśmy też 18-ste urodziny dwójki wolontariuszy - Piotrka i Mateusza. Dzisiejszy dzień był bardzo miły! Teraz biegnę na kolejne spotkanie lokalnego stowarzyszenia, w którego działania się angażuję. W końcu nie tylko Caritas-em żyje człowiek :)
sobota, 26 września 2015
Zbiórka Żywności
W dniach 25-26 września 2015 w sklepach w całej Polsce odbyła się Zbiórka Żywności, której organizatorem jest Bank Żywności we współpracy z firmą Danone. Zebrane produkty zostaną przeznaczone dla placówek zajmujących się dożywianiem dzieci.
Kolejny raz miałam okazję wziąć udział w takiej akcji. Pierwszy raz był chyba trzy lata temu, kiedy to zaraz po szkoleniu wolontaryjnym w Caritas dostałam ankietę, w której zaznaczałam, gdzie chciałabym się zaangażować. Szczerze to nawet nie pamiętam, co tam napisałam. Niedługo po tym otrzymałam telefon, czy nie chciałabym wesprzeć swoim czasem zbiórki żywności. Nie umiem odmawiać, więc się zgodziłam :) Dokładnie nie pamiętam, ale chyba za drugim razem pełniłam już rolę opiekuna wolontariuszy. Podczas dzisiejszej zbiórki również przypadła mi taka funkcja.
Głównym zadaniem wolontariuszy jest zachęcanie klientów supermarketów do kupienia kilku produktów więcej i wsparcia nimi niedożywionych dzieci. Zachęta odbywa się poprzez wręczenie ulotki i obdarzenie pięknym uśmiechem. Poza tym, gdy wózek jest pełen, wolontariusze przenoszą produkty do kartonów, sprzątają ulotki, które ktoś wyrzucił, a gdy ktoś podzielił się zakupami - serdecznie mu dziękują. Zazwyczaj "na warcie" stoją dwie osoby przez około 2 godziny, po czym następuje zmiana. Czyli nic trudnego czy męczącego.
Jako opiekun dodatkowo czuwam nad listą obecności, kontaktuję się z kierownictwem sklepu, sprawuję opiekę nad niepełnoletnimi uczestnikami zbiórki, tym, którzy są pierwszy raz, tłumaczę, co mają robić itd. Czasem zdarza się, że ktoś nie przyjdzie, wtedy muszę go zastąpić. No i spędzam tam troszkę więcej czasu niż wolontariusz :)
Podczas takiego wolontariatu można przełamać swoją nieśmiałość czy obawę przed kontaktami z drugim człowiekiem. Od tego, w jaki sposób podejdziemy do tematu, zależy powodzenie lub nie zbiórki. Gdy wolontariusz ciągle gra na telefonie, mrukliwie odnosi się do klientów czy jest zbyt natarczywy, to mało kto zechce wrzucić coś do jego koszyka. Natomiast, kiedy jest on uśmiechnięty, nie naciska do wzięcia ulotki, potrafi wytłumaczyć, co to za akcja, to wózek momentalnie się zapełnia.
Klienci czasem negatywnie podchodzą do zbiórki "w każdym sklepie mnie męczą", inni chcieliby pomóc, ale nie mają możliwości, inni podczas zakupów zapomnieli, a inni z chęcią dzielą się zakupami. Czasem przepraszają, że tak mało, a pakują kilka kartonów ryżu, makaronu, jeszcze jakiś dżem... Inni przychodzą do sklepu tylko po to, by coś wrzucić, kolejni oddają coś, chociaż widać, że sami mało mają.
Minusem tego wolontariatu jest to, że trzeba być nastawionym na różne reakcje ludzi, nie wolno "brać do siebie" odmowy wzięcia ulotki czy negatywne komentarze odnośnie nas. Plusem to, że poznajemy nowe osoby, przełamuje własne bariery (głównie komunikacyjne), nie trwa on długo, nie jest długoterminowy, nie jest męczący, a do końca dnia zostaje nam "przyklejony" uśmiech :)
Zdradzę Wam, że w tym roku nie dzwonili po mnie z zachętą do zbiórki, lecz już wiedzieli, że spotkają mnie w Diecezjalnym Centrum Wolontariatu i tam zaczęli szukać :) Stąd też opis tej akcji na blogu Caritas. To dzięki Diecezjalnemu Centrum Wolontariatu zostałam skierowana do zbiórek żywności.
Gdy po zbiórce auto przyjechało po kartony, oddałam ich 10 pełnych żywności. Jeden z nich był mojej wysokości, więc wyobraźcie sobie, jakie to ilości produktów. Wierzę, że pomogą one komuś zaznać chwili szczęścia.
Kolejny raz miałam okazję wziąć udział w takiej akcji. Pierwszy raz był chyba trzy lata temu, kiedy to zaraz po szkoleniu wolontaryjnym w Caritas dostałam ankietę, w której zaznaczałam, gdzie chciałabym się zaangażować. Szczerze to nawet nie pamiętam, co tam napisałam. Niedługo po tym otrzymałam telefon, czy nie chciałabym wesprzeć swoim czasem zbiórki żywności. Nie umiem odmawiać, więc się zgodziłam :) Dokładnie nie pamiętam, ale chyba za drugim razem pełniłam już rolę opiekuna wolontariuszy. Podczas dzisiejszej zbiórki również przypadła mi taka funkcja.
Głównym zadaniem wolontariuszy jest zachęcanie klientów supermarketów do kupienia kilku produktów więcej i wsparcia nimi niedożywionych dzieci. Zachęta odbywa się poprzez wręczenie ulotki i obdarzenie pięknym uśmiechem. Poza tym, gdy wózek jest pełen, wolontariusze przenoszą produkty do kartonów, sprzątają ulotki, które ktoś wyrzucił, a gdy ktoś podzielił się zakupami - serdecznie mu dziękują. Zazwyczaj "na warcie" stoją dwie osoby przez około 2 godziny, po czym następuje zmiana. Czyli nic trudnego czy męczącego.
Jako opiekun dodatkowo czuwam nad listą obecności, kontaktuję się z kierownictwem sklepu, sprawuję opiekę nad niepełnoletnimi uczestnikami zbiórki, tym, którzy są pierwszy raz, tłumaczę, co mają robić itd. Czasem zdarza się, że ktoś nie przyjdzie, wtedy muszę go zastąpić. No i spędzam tam troszkę więcej czasu niż wolontariusz :)
Podczas takiego wolontariatu można przełamać swoją nieśmiałość czy obawę przed kontaktami z drugim człowiekiem. Od tego, w jaki sposób podejdziemy do tematu, zależy powodzenie lub nie zbiórki. Gdy wolontariusz ciągle gra na telefonie, mrukliwie odnosi się do klientów czy jest zbyt natarczywy, to mało kto zechce wrzucić coś do jego koszyka. Natomiast, kiedy jest on uśmiechnięty, nie naciska do wzięcia ulotki, potrafi wytłumaczyć, co to za akcja, to wózek momentalnie się zapełnia.
Klienci czasem negatywnie podchodzą do zbiórki "w każdym sklepie mnie męczą", inni chcieliby pomóc, ale nie mają możliwości, inni podczas zakupów zapomnieli, a inni z chęcią dzielą się zakupami. Czasem przepraszają, że tak mało, a pakują kilka kartonów ryżu, makaronu, jeszcze jakiś dżem... Inni przychodzą do sklepu tylko po to, by coś wrzucić, kolejni oddają coś, chociaż widać, że sami mało mają.
Minusem tego wolontariatu jest to, że trzeba być nastawionym na różne reakcje ludzi, nie wolno "brać do siebie" odmowy wzięcia ulotki czy negatywne komentarze odnośnie nas. Plusem to, że poznajemy nowe osoby, przełamuje własne bariery (głównie komunikacyjne), nie trwa on długo, nie jest długoterminowy, nie jest męczący, a do końca dnia zostaje nam "przyklejony" uśmiech :)
Zdradzę Wam, że w tym roku nie dzwonili po mnie z zachętą do zbiórki, lecz już wiedzieli, że spotkają mnie w Diecezjalnym Centrum Wolontariatu i tam zaczęli szukać :) Stąd też opis tej akcji na blogu Caritas. To dzięki Diecezjalnemu Centrum Wolontariatu zostałam skierowana do zbiórek żywności.
Gdy po zbiórce auto przyjechało po kartony, oddałam ich 10 pełnych żywności. Jeden z nich był mojej wysokości, więc wyobraźcie sobie, jakie to ilości produktów. Wierzę, że pomogą one komuś zaznać chwili szczęścia.
środa, 23 września 2015
Drobnostki stające się fundamentem szczęścia...
W wolontariacie bywają tygodnie w których każdego dnia dzieją się niesamowite rzeczy, bywają też takie, gdy każdy dzień wygląda tak samo. Mają one jednak taką samą ważność.
W tym tygodniu znowu pomagałam przy warsztatach, uzupełniałam dokumentację wolontariuszy Światowych Dni Młodzieży czy pisałam artykuły o pobycie na spotkaniu kadry. Czyli... tydzień jak co tydzień :) Nie odczuwałam jednak monotonii, nie ma dwóch takich samych dni, czasem uśmiech drugiej osoby czy drobny gest kogoś obcego sprawia, że inaczej zapamiętujemy dany czas. Wyraziłam się może górnolotnie, jednak nie wiem, jak przekazać to, że w życiu nie każdy dzień musi być "mega niespodzianką" czy "zbieraniną" cudów. Warto dostrzegać szczęście w drobnostkach :)
[Teraz tak się zastanawiam, czy dostrzegłam te małe rzeczy w tym tygodniu, ale chyba tak, skoro pamiętam każdy dzień :) Trudno mi jednak wskazać, co wywołało u mnie radość.
Po napisaniu całego postu przypomniało mi się, jak licealista pomógł mi nieść ciężkie pudło, ktoś zażartował i poprawił mi humor, takie drobnostki, a ubarwiają świat. ]
Poza wolontariatem mam też życie osobiste, w tym tygodniu ono bardziej przeważa. "Herbatka z aureolą", spotkanie z grupą bierzmowanych, praca, koncert czy kurs migowego. Na wszystko znajduję czas. Ktoś kiedyś mi powiedział, że im masz więcej obowiązków, tym łatwiej zorganizować sobie czas wolny. Gdy poświęcasz się tylko jednej rzeczy (praca, szkoła), nie znajdujesz chwili na przyjemności, nie masz gdzie jej "wcisnąć". Mając dzień wolny po prostu "nie chce mi się" posprzątać, ugotować czegoś dobrego czy wyjść ze znajomymi. Gdy rano jadę na wolontariat, następnie mam spotkanie w parafii, wieczorem spacer z przyjaciółmi, znajduję czas na posprzątanie czy przeczytanie ulubionego czasopisma. Doba każdego z nas ma tyle samo godzin, to od nas zależy, ile z niej "wyciśniemy".
W tym tygodniu opiszę Wam o wolontariacie, do którego jeszcze nie nawiązywałam, chociaż to była chyba pierwsza akcja (oprócz kolonii) do której włączyłam się przez pośrednictwo Diecezjalnego Centrum Wolontariatu w Kielcach. Ale rąbka tajemnicy uchylę dopiero w weekend. Zachęcam do lektury! Tym bardziej, że to już ostatnie dni moich intensywnych działań w wolontariacie. Kończą się wakacje, więc i mój czas wolny. Oczywiście nie rezygnuję z tego, co kocham! Już w kalendarzu zapisałam kilka jednorazowych akcji, w które z chęcią się włączę. Jednak nie będę mogła już poświęcać się codziennie, może wygospodaruję chociaż godzinę w tygodniu na pomoc w Caritas. Liczę, że plan zajęć mi w tym pomoże :)
Miałam napisać dwa zdania, wyszedł całkiem spory post... Ach te kobiety, jak zaczną gadać, to nie potrafią skończyć :) Do "przeczytania"!
W tym tygodniu znowu pomagałam przy warsztatach, uzupełniałam dokumentację wolontariuszy Światowych Dni Młodzieży czy pisałam artykuły o pobycie na spotkaniu kadry. Czyli... tydzień jak co tydzień :) Nie odczuwałam jednak monotonii, nie ma dwóch takich samych dni, czasem uśmiech drugiej osoby czy drobny gest kogoś obcego sprawia, że inaczej zapamiętujemy dany czas. Wyraziłam się może górnolotnie, jednak nie wiem, jak przekazać to, że w życiu nie każdy dzień musi być "mega niespodzianką" czy "zbieraniną" cudów. Warto dostrzegać szczęście w drobnostkach :)
[Teraz tak się zastanawiam, czy dostrzegłam te małe rzeczy w tym tygodniu, ale chyba tak, skoro pamiętam każdy dzień :) Trudno mi jednak wskazać, co wywołało u mnie radość.
Po napisaniu całego postu przypomniało mi się, jak licealista pomógł mi nieść ciężkie pudło, ktoś zażartował i poprawił mi humor, takie drobnostki, a ubarwiają świat. ]
Poza wolontariatem mam też życie osobiste, w tym tygodniu ono bardziej przeważa. "Herbatka z aureolą", spotkanie z grupą bierzmowanych, praca, koncert czy kurs migowego. Na wszystko znajduję czas. Ktoś kiedyś mi powiedział, że im masz więcej obowiązków, tym łatwiej zorganizować sobie czas wolny. Gdy poświęcasz się tylko jednej rzeczy (praca, szkoła), nie znajdujesz chwili na przyjemności, nie masz gdzie jej "wcisnąć". Mając dzień wolny po prostu "nie chce mi się" posprzątać, ugotować czegoś dobrego czy wyjść ze znajomymi. Gdy rano jadę na wolontariat, następnie mam spotkanie w parafii, wieczorem spacer z przyjaciółmi, znajduję czas na posprzątanie czy przeczytanie ulubionego czasopisma. Doba każdego z nas ma tyle samo godzin, to od nas zależy, ile z niej "wyciśniemy".
W tym tygodniu opiszę Wam o wolontariacie, do którego jeszcze nie nawiązywałam, chociaż to była chyba pierwsza akcja (oprócz kolonii) do której włączyłam się przez pośrednictwo Diecezjalnego Centrum Wolontariatu w Kielcach. Ale rąbka tajemnicy uchylę dopiero w weekend. Zachęcam do lektury! Tym bardziej, że to już ostatnie dni moich intensywnych działań w wolontariacie. Kończą się wakacje, więc i mój czas wolny. Oczywiście nie rezygnuję z tego, co kocham! Już w kalendarzu zapisałam kilka jednorazowych akcji, w które z chęcią się włączę. Jednak nie będę mogła już poświęcać się codziennie, może wygospodaruję chociaż godzinę w tygodniu na pomoc w Caritas. Liczę, że plan zajęć mi w tym pomoże :)
Miałam napisać dwa zdania, wyszedł całkiem spory post... Ach te kobiety, jak zaczną gadać, to nie potrafią skończyć :) Do "przeczytania"!
Subskrybuj:
Posty (Atom)