wtorek, 10 października 2017

Jak przyjemność zamienić w... sposób na życie

Do dzisiejszego postu zainspirowała mnie Młoda Matka. Ja jednak nie chcę się żegnać, ale witać po krótkiej, choć intensywnej przerwie. Co ja robiłam od kolonii? Spotykałam się z moim ukochanym, nadrabiałam domowe obowiązki, szukałam pracy i o tym właśnie będzie ten post. 

Z pracą, jak może wiecie, jest ciężko, zwłaszcza jak w swoim CV ma się tylko studia, kilka wolontariatów, kursów i wiele chęci, ale brak kilkunastu lat doświadczenia. Pracy "na poważnie" szukałam od marca - codziennie wysyłałam po kilka CV. Telefon oddzwonił parę razy, nawet gdzieś tam byłam na rozmowie, ale zawsze kończyło się to na niczym. Po powrocie z kolonii byłam przerażona tym, że za kilka dni wrzesień, a ja jestem bezrobotna (i to nawet oficjalnie :P), żadna ze szkół nie chciała tak wspaniałej polonistki jak ja 😃. Tylko mój chłopak wierzył, że może jeszcze gdzieś się załapię, sama sobie też to wmawiałam, a pozostali członkowie rodziny już mieli wizję wiecznego utrzymywania mnie. No cóż, narzekałam tak na jednej z  wizyt w siedzibie Caritas i okazało się, że będzie się zwalniało miejsce w jednej ze świetlic środowiskowych. Jakimś dziwnym trafem 😂 miałam przy sobie CV, złożyłam je i udało się!
We wrześniu kilka razy byłam na świetlicy, zobaczyć jak to funkcjonuje, zapoznać z dziećmi, a od hmm... wczoraj (jeśli zdążę dodać ten post wtedy, kiedy zaczęłam pisać) pracuję tam oficjalnie. Praca na świetlicy od szkoły różni się tym, że tu nie jestem specem od jednego przedmiotu, a od ... wszystkich i nigdy nie można się do tego przygotować, tak jak może nauczyciel do lekcji. I często trzeba być baaaaaardzo kreatywnym.
Zaczęłam też studia podyplomowe na kierunku oligofrenopedagogika. "Dokształcam się" do niego również poprzez wolontariat. Jak widać, czasem warto ofiarować trochę swojego wolnego czasu, aby kiedyś więcej zyskać. O swojej pracy opowiem Wam kiedyś więcej. A teraz szykuję się do kolejnego szkolenia w Kaczynie, dobrej nocy :)

środa, 16 sierpnia 2017

Wakacyjna Akcja Caritas - Kaczyn 02.08 - 15.08

Wróciłam wczoraj z kolonii w Kaczynie (ok. 15 km od Kielc). Jestem wykończona, wręcz wyglądam jak zombie, ale znalazłam trochę energii, by podzielić się z Wami "na świeżo" wspomnieniami. Będzie długo, więc zdjęcia w kolejnym poście.

Na miejscu byłam już przed 10 (02.08.17 r.) wraz z osobami odpowiedzialnymi w tym roku za kolonie - Damianem i Arturem. Wypakowaliśmy materiały przydatne na kolonii i zostawili mnie w oczekiwaniu na dzieciaki. Tych polskich nie było za wiele - 17, jednak hałasowali jakby było ich 50. Ale o tym później. Grupa 50 uczestników z Białorusi dotarła dopiero koło 17:00. Dopiero wtedy mogliśmy zapoznać wszystkich z regulaminami pobytu itd. Musiało to odbywać się przez dwie osoby, które nawzajem się tłumaczyły, aby każdy miał możliwość zrozumienia.

Trzeciego sierpnia odwiedziliśmy Bałtów, ale nie skupiliśmy się na dinozaurach, a "żywych" zwierzętach, niektóre z nich były bardzo egzotyczne (lemury, strusie), inne z "naszego" podwórka, ale dzieci rzadko je widują (kozy, różne gatunki drobiu).

Dopiero 04.08 znaleźliśmy czas na nazywanie grup i spotkania z wychowawcami. Była "Wirtualna szóstka" (moi chłopcy), "Wybrańcy Rarytasu", "Pczółki", "Fixiki" i "Biedroneczki". Popołudnie spędziliśmy na basenie w Morawicy. Ratownicy byli zszokowani tym, że dzieci mają chusty na rękach, by łatwo można było je rozróżnić, wychowawcy widoczne koszuli i, co najważniejsze, sami nie korzystają z atrakcji tylko czuwają nad podopiecznymi. Nawet bariera językowa nie stanowiła większych problemów (może to dzięki zajęciom z języka polskiego, które w tym dniu zostały przeprowadzone). Wieczorem po raz pierwszy zebraliśmy się wspólnie, by zaprezentować swoje grupy. Okazało się, że niektórzy mają niezwykłe talenty - śpiewali, sami pisali teksty itd. Później nie mogło zabraknąć apelu, no i do łóżeczek.

W sobotę postawiliśmy na tzw. "prace społeczno-użyteczne" - starsze grupy pomagały w sprzątaniu pobliskiego kościoła, a  młodsze - zbierały szyszki i patyczki z terenu ośrodka. Nie będę zapisywać wszystkich spotkań profilaktycznych, które prowadziłyśmy (zapomniałam dodać, że było 5 wychowawców - ja, Polka - Gosia, i Białorusinki - dwie Bożenki i Ania), zajęć muzycznych, przygotowań do Mszy Świętej i jej samej, podsumuję to na koniec. W sobotę wybraliśmy się też na krótki spacer po okolicy. Okazało się, że najważniejszym punktem dla dzieciaków był sklep (nawet pomimo zakazu lodów, chipsów i napojów gazowanych ze względu na bardzo duże upały). Wieczorem mieliśmy gości - Damiana, Paulinę i Martę, którzy przygotowali dekorację i przeprowadzili czuwanie z kanonami Taizé. Dla młodszych dzieci było trochę nudno, ale twierdziły, że to nawet fajne było, starsi odebrali to w sposób "głębszy".

Niedziela była skupiona na pobycie w ośrodku ze względu na liczne odwiedziny rodziców/opiekunów polskich dzieci. Był mecz polsko- białoruski (zwyciężyliśmy), gry integracyjne, spotkania z wychowawcą, a po południu ponownie przyjechała Paulina, tym razem z zestawem tańców integracyjnych. Przez blisko 2 godziny "wędrowała" wraz z kolonistami po różnych państwach i prezentowała piosenki z nimi związane. Po grillu kontynuowaliśmy "imprezowy" wieczór i przygotowaliśmy kilka skeczy.

Poniedziałek był długo wyczekiwany ze względu na przyjazd do naszego ośrodka Naukobusu z Centrum Kopernika w Warszawie. Zachwyceni byli nie tylko ci mali, ale i ci nieco starsi (a więc kadra, ks. Krzysztof Banasik czy Damian Zegadło). Po południu nie mogło zabraknąć gry w "Numerki" o której pisałam Wam już wielokrotnie. Dzieciaki błyskawicznie odnalazły wychowawców. Wieczorem trochę odpoczynku - wieczór filmowy, który ciągnął się do późnych godzin wieczornych.

08.08 to kolejny dzień wizyty w Centrum Kopernik dla tych, którym mało było eksperymentów. Pozostali rozgrywali mecz piłki nożnej i siatkowej. Po południu, korzystając ze wspaniałej pogody, wyruszyliśmy na spacer po okolicy. Wieczór poświęciliśmy na porządki w domkach i przygotowanie do wyjazdu do Krakowa i po prostu wyspanie się. Po porannej pobudce i nakarmieniu się Słowem Bożym, wyruszyliśmy do Łagiewnik, centrum Krakowa i Aquaparku. Wróciliśmy późno w nocy, ale zachwyceni.

10.08 kolejne atrakcje dla dzieciaków - spotkanie  z łucznikiem, a po południu basen. Wieczorem upragniona i wyczekiwana przez kolonistów dyskoteka. W piątek postawiliśmy na przeżycia duchowe i zwiedzaliśmy Święty Krzyż, tam też uczestniczyliśmy we Mszy Świętej. Wieczór podsumowaliśmy Drogą Krzyżową po terenie ośrodka z rozważaniami przygotowanymi przez dzieciaki. W sobotę kolejna wycieczka, tym razem do pobliskich Kielc. Nie zabrakło spotkania z ks. Krzysztofem Banasikiem pod budynkiem jego urzędowania - Caritas Diecezji Kieleckiej (koloniści otrzymali od niego słodki upominek), a także zwiedzania katedry, kieleckiej Sienkiewki, Rynku i chwili w Galerii Echo ze względu na zaopatrzenie grupy z Białorusi na powrót do domu. Po powrocie pokaz talentów uczestników - "Mam Talent w Kaczynie". Większość kolonistów prezentowała talenty wokalne, ale nie zabrakło też tańca i sztuczek magicznych.

Kolejna niedziela w Kaczynie nie przebiegała zbyt intensywnie. Jak zwykle odbyły się zajęcia profilaktyczne, z języka polskiego, mecz polsko-białoruski (ponownie zwyciężyliśmy), Eucharystia a na podsumowanie - dyskoteka. Tego dnia podsumowaliśmy turnus, wręczyliśmy uczestnikom dyplomy i drobne upominki. Dochodzimy do poniedziałku - ostatniego dnia pobytu kolonistów z Białorusi. Poranek spędzili na opuszczaniu i sprzątaniu domków w których mieszkali, a po obiedzie - spotkania profilaktyczne, zajęcia  z j. polskiego, quiz "Kocham Cię Polsko", prezentacji zdjęć z kolonii. Wieczorem przybył do nas niezwykły gość - dyrektor Caritas Polska, ks. Marcin Iżycki z prezentami - plecakami wypełnionymi po brzegi przyborami szkolnymi. Dzieciaki poprosiły, by odrazu je poświęcić na wieczornej Mszy Świętej. Tuż przed 22:00 nastąpił potok łez - nikt nie chciał wyjeżdżać z kolonii. Płakali nie tylko koloniści, ale i kadra. Wszyscy bezpiecznie dotarli do Grodna.
Grupa polska kolonię opuszczała 15 sierpnia. Poświęciliśmy ten dzień na Eucharystię, pakowanie i po prostu oczekiwanie na opiekunów.

Kolonia w Kaczynie została zrealizowana w ramach projektu Caritas Polska w partnerstwie Caritas Diecezji Kieleckiej współfinansowana w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczpospolitej Polskiej nad Polonia i Polakami za granicą. Nosił on nazwę "Dzieci, wiosna życia, zadatek przyszłości każdej dzisiejszej ojczyzny - kolonie Caritas dla dzieci polonijnych i polskich". 50 dzieciaków z Białorusi, 17 z Polski, 5 wychowawców, ksiądz, kierownik. Ja ponadto pełniłam funkcję trenera języka polskiego. Było ciężko, gdyż niektórzy uczestnicy znali język polski, inni nie wiedzieli kompletnie nic, a jeszcze inni niby wiedzieli, ale niewiele. Za pomocą autorskiego programu, poprzez zabawę zapoznawałam ich z polską literaturą, przysłowiami, słowami codziennego użytku, gramatyką itd. Osiągnęłam małe sukcesy - miałam kilku chłopców, którzy nic nie mówili po polsku, a po 2 tygodniach rozumieli większość komunikatów po polsku, a i sami się w nim wypowiadali rozbudowanymi zdaniami. Było też kilka osób, które zaparły się i nie chciały nic mówić po polsku, ale nie będę nikogo zmuszać. Polskie dzieciaki pozazdrościły Białorusinom zajęć językowych, więc grupa starszych dziewczyn, na kanwie moich zajęć, uczyła podstawowych słów po rosyjsku.

Prawie każdego dnia (wyłączając całodniowe wycieczki) kadra realizowała program profilaktyczny oparty na nauczaniu Janusza Korczaka. Niektóre tematy były chętnie omawiane przez uczestników, inne mniej, ale wydaje mi się, że całość zajęć można podsumować na plus. Kadra bardzo zżyła się ze sobą, pomagała sobie podczas tłumaczenia, podsuwała różne pomysły i starała się, by dzieciaki wyjechały zadowolone. Wypiliśmy hektolitry kawy z ekspresu, zjedliśmy mnóstwo słodyczy "na pobudzenie" i nieprzespaliśmy mnóstwa godzin. Bariera językowa powodowała wiele śmiesznych sytuacji, np. po otwarciu szafki dziecka i wysypaniu się rzeczy: "Ale tu masz hałas!", uczestnicy chcąc poświęcić plecaki pytali, czy mogą poświęcić portfele, a pierwszego dnia pytały, czy daleko jest magazyn (sklep), gdzie mają schować obuw i kiedy jest zawtra (śniadanie). Problem również był z określeniami pór dnia, godzinami, ale ostatecznie zawsze jakoś się dogadaliśmy.

Każdego dnia odbywała się również Msza Święta z kazaniem a'la rekolekcyjnym dotyczącym kerygmatu. Czasem najmłodsze dzieci miały już dość (znowu kościół?), ale dzielnie wytrwały do końca. Nie zawsze było różowo, były problemy z dzieciakiami, ale po co wspomniać złe, skoro można skupić się na tym, co dobre? W sekrecie dodam, że kilka ostatnich nocy kadra spędziła na graniu w eurobiznes (czuwali w tzw. "zielone noce", a musieliśmy coś zrobić, żeby nie zasnąć). Wróciłam zmęczona, ale zadowolona, że dzieciakom się podobało. (I mojemu chłopakowi też, kilka razy był nam pomóc czy po prostu potowarzyszyć). Może jeszcze tam kiedyś uda mi się być na kolonii.

środa, 19 lipca 2017

Wakacyjny czas

Nie mam zbytnio co ostatnio pisać, więc podzielę się moim niespodziewanym wyjazdem do... ZAKOPANEGO! Ale wszystko po kolei :)
"Tydzień obrony" spędziłam oczywiście w DCW 😜 Oj, no nie umiem inaczej, trochę pracy było przed wyjeżdżającymi turnusami. Zostałam specem od segregacji leków, okazało się, że dużo o nich wiem. Każdy turnus został więc zaopatrzony w lokomotiv, rutinoscorbin i spray na komary 😁 Robiłam też inne rzeczy, ale minął tydzień, a ja już nie pamiętam, co :(
W środę oficjalnie zostałam magistrem filologii polskiej (teraz czekam na oferty pracy, możecie je przesyłać tu. - nie żartuję 😀) na same 5, a po obronie - oczywiście znów do DCW :) Wtedy też wynikł mój nagły wyjazd do Zakopanego - jeden z wychowawców nie mógł wrócić ze swoją grupą, więc go (chyba) godnie zastąpiłam. Dzieciaki były cudowne: w ogóle nie prosiły o postój, nie hałasowały, nie przejadały się, nie budzili w autokarze, po prostu tak, jakby ich nie było. Prawie całą drogę padało, więc pogoda idealna do dłuższej wyprawy - nie było duszno, deszcz wywoływał uczucie senności, co przyczyniało się do "grzeczności". W Zakopanem nie spędziłam wiele czasu, tyle co zjedzenie zupy u naszej kochanej Hani i przywitanie "nowej" i "starej" pani kierownik oraz kadry. Wróciłam zmęczona, ale szczęśliwa i trochę żałowałam, że tam nie zostaję na cały turnus. Ale dziś okazało się, że niedługo sama dostanę gromadkę na kolonii. O tym jednak napiszę już niedługo, na razie przypomniało mi się, że moje konspekty leżą nietknięte😟 Życzę dobrej nocy!😉

poniedziałek, 10 lipca 2017

Wracamy!

Wróciłam do "żywych", czyli do Diecezjalnego Centrum Wolontariatu w Kielcach. Wprawdzie jeszcze z "doskoku", ale czasem tak się życie układa :) Choć ostatnio moje życie zajmowała/zajmuje obrona i pisanie pracy magisterskiej, to nie mogło mnie dziś zabraknąć w DCW. Zastanawiacie się pewnie czemu? Bo nasz koordynator ma urodziny :) Nie wiem tylko, czy mogę zdradzić które😝
Było mnóstwo życzeń, prezentów, słodkości. Niestety, urodziny nie zwalniają od pracy, zwłaszcza tak gorącym okresie wakacyjno-kolonijno-projektowym. Trochę pomogłam przy szykowaniu koszulek dla kadry, śpiewniczków dla dzieci i szukaniu kogoś na zastępstwo do kadry (Tak, udało się!) itd. Jutro też tam wpadnę, więc może uda mi się zrobić coś więcej. Do kolejnego postu!


Zapomniałam! W ubiegły poniedziałek byłam na tzw. "odprawie" kolonii do Zakopanego. Dopiero wyjechali, a niedługo już wracają :) Pojechała tam chyba jedna z najbardziej zgranych i/lub sprawdzonych kadr podczas tych kolonii. Zobaczymy, jak ich wrażenia po powrocie :)

Jeśli Wam mało mojego pisania, zapraszam na stronę http://wolontariat.kielce.caritas.pl/ gdzie również znajdziecie kilka moich tekstów. :)

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Alleluja, czyli Happy Day!

W ostatnią sobotę, 17 czerwca, na urokliwej Kadzielni w Kielcach odbył się koncert Alleluja, czyli Happy Day 2. Rok wcześniej, gdy do naszego kraju przybyli pielgrzymi z całego świata, by uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży, odbył się podobny koncert. Tak się spodobał, że miasto Kielce zgodziło się go kontynuować w kolejnych latach. To ważne, gdyż wejściówki są bezpłatnie dystrybuowane przez Kurię Diecezjalną, parafie i lokalne media.

Miałam ogromne szczęście dostać wejściówki, zarówno w ubiegłym, jak i w tym roku z Diecezjalnego Centrum Wolontariatu w Kielcach. (chociaż w tamtym roku siedziałam w sektorze V.I.P.😛). Na koncert wybrałam się wraz z moim chłopakiem i przyjaciółką, ale na miejscu przyłączyliśmy się do przedstawicieli z naszej parafii (głównie scholi), którzy licznie przybyli na to wydarzenie. Koncert różnił się od ubiegłorocznego tym, że nie był tak międzynarodowy, nie przywiązywano w tym roku tak ogromnej wagi do słów Pisma Świętego. Ale za to występowało w nim mnóstwo znajomych, których poznałam w DCW czy na kolonii oraz że porwali oni publiczność lepiej niż Kasia Moś, Mietek Szcześniak, Maleo Reagee czy Tau. Cała Kadzielnia tańczyła w rytm chrześcijańskich "hitów".
Wszyscy, nawet małe dzieci, dzielnie wytrwały do 23:00, kiedy to skończył się koncert. Najpierw wspólnie odśpiewaliśmy Barkę, a następnie tzw. "hit ze Shreka"(Hallelujah). Trudno relacjonować koncert, ale nie żałuję, że wzięłam w nim udział.

Teraz trochę "prywaty". Od dziś leżę w szpitalu. Nie będę opisywać co tu się wyprawia itd., ale chciałam podzielić się pewnym doświadczeniem. Po bardzo denerwującym dniu chciałam powierzyć to wszystko Panu Bogu, więc udałam się na Mszę Świętą do szpitalnej kaplicy. Byłam zbyt wcześnie, więc mogłam trochę się poprzypatrywać otoczeniu. Z konfesjonału wyłaniała się biała, zbyt długa alba, szpitalne kapcie, ręka z wbitym wenflonem i szpitalną opaską. Okazało się, że to prałat Marcel, który przebywa w tym szpitalu, przyszedł wspomóc podczas odprawiania Eucharystii. Wygłosił piękne kazanie o przebaczaniu, miłości do bliźniego. Wzruszyło mnie to, że pomimo własnej słabości, choroby, przyszedł on pełnić swoją służbę. Widać było, że ledwie stoi na nogach, że ciężko mu mówić, ale nie przeszkodziło to głosić Ewangelię i ją objaśniać, by jeszcze więcej osób przybliżyć do Pana.

To tyle na dziś i chyba na dłuższy czas. Mam nadzieję, że po moim powrocie będę miała mnóstwo pomysłów na posty.

czwartek, 15 czerwca 2017

Festyn "Pola nadziei"

W ostatnią niedzielę odbył Festyn "Pola Nadziei" w Chełmcach, czyli parafii obok mojego miejsca zamieszkania. Nie mogło tam zabraknąć wolontariuszy Caritas Diecezji Kieleckiej.

Na miejscu byliśmy o 13, a następnie rozstawiliśmy się ze swoimi "atrakcjami" - balonami, malowaniem twarzy i bańkami mydlanymi. Mi, wraz z Pauliną, przypadło malowanie buziek. Największym zainteresowaniem cieszyła się piłka, możliwe że było to związane z sobotnią wygraną Polaków w piłce nożnej. Jedno z dzieci zapytało "czy to będzie tak samo wyglądało jak na obrazku?", ja stwierdziłam, że zobaczymy. Po malowaniu stwierdziło "podobne", więc chyba opanowałam tę trudną sztukę :)

Rozdaliśmy mnóstwo żółtych balonów, czyli kolorystycznie powiązanych z polami nadziei, zwierzątek (żyrafa robiona przez naszego koordynatora miała nawet cętki) oraz wykorzystaliśmy mnóstwo płynu do baniek. Dzieciaki były zachwycone,  a rodzice chętnie wrzucali pieniądze do puszek, których zawartość została przekazana na potrzeby Hospicjum Stacjonarnego im. św. Matki Teresy z Kalkuty w Kielcach.

Warto dodać, że na festyn zabrałam mojego chłopaka, który był zachwycony taką formą wolontariatu. Mam nadzieję, że pomoże również przy kolejnych okazjach.

Wstawiam relację foto tutaj .

Diecezjalne Centrum Wolontariatu gościło we wtorek i środę gości z wileńskiego hospicjum, trochę było to powiązane z projektem "Miłosierni do końca", o którym kiedyś napiszę więcej. Dziś pełen autokar wolontariuszy i ich bliskich pojechał do Rzeszowa na koncert "Jednego serca, jednego ducha", niestety ja zostałam w domu i piszę (jak widać :P) pracę magisterską.

Przez najbliższe 2-3 tygodnie nie będę dodawać świeżych postów, gdyż będę przebywać w szpitalu, ale po powrocie wracam ze zdwojoną siła do wolontariatu.

niedziela, 4 czerwca 2017

Dziesięć lat :)

Diecezjalne Centrum Wolontariatu w Kielcach skończyło już 10 lat! Nie mogło więc zabraknąć imprezy urodzinowej. Odbyła się ona 3 czerwca w Ośrodku Eko -Wypoczynek w Kaczynie, czyli w miejscu bardzo mocno związanym z wolontariuszami. To tam odbywają się kolonie, spotkania kadry, szkolenia czy mniej oficjalne wyjazdy. 

Wszystko miało rozpocząć się o godz. 17:30, jednak ja, Marta i Damian byliśmy na miejscu znacznie wcześniej, aby wszystko przygotować. Jako jedni z pierwszych przyjechali Marcin i Magda, którzy w ramach prezentu, na ręce koordynatora, wręczyli bukiet kwiatów i ogromną torbę, w której znalazł się... smerf, czyli ulubiona postać z bajki Damiana (przypomnijcie sobie wpis o zimowisku). Później było nas coraz więcej, więc udaliśmy się na Mszę Świętą. Nie mieliśmy daleko, bo wyszliśmy za... płot :) Okazało się, że trwał Biały Tydzień, więc kościółek był pełen wiernych. Po Eucharystii i nabożeństwie prowadzonym przez ks. Krzysztofa Banasika, z-cę Dyrektora Caritas Diecezji Kieleckiej, przeszliśmy do części mniej oficjalnej. Kiełbaski, kaszanki, chipsy, owoce, sałatki, napoje - stół uginał się od pyszności. Nie mogło zabraknąć wspomnień,"licytacji" kto jest dłużej, kto więcej razy był na kolonii itd. Skoro urodziny, to również pyszny tort, przygotowany przez Paulinę Łodejską. No ale ileż godzin można rozmawiać? Nie zabrakło wspólnych gier: ego, tabu, piłkarzyków, kalamburów, a także piosenek przygrywanych na gitarze przez Paulinę Pietrykę. Gdy większość osób zaczęła się rozjeżdżać do domów, puściliśmy w niebo balonik serce z helem, jako takie poniesienie w świat informacji o naszych urodzinach, marzeń związanych z wolontariatem itd. Ci najwytrwalsi grali w kalambury de luxe do wczesnych godzin porannych. Przed 8 jednak nie było śladu naszej obecności - wszystko pozbierane, pokoje wysprzątane itd. Wydaje mi się, że długo będziemy pamiętać nasz jubileusz.

Jako ciekawostkę dodam, że ciężko jest świętować będąc spalonym przez słońce, ale mimo to, w takim towarzystwie, nie można się źle bawić.  Jak zwykle podaję link do zdjęć. Kilka z nich mojego autorstwa :) Jutro drugi dzień mojego "nowego" wolontariatu, może kiedyś zdradzę Wam więcej szczegółów. Na razie wracam do pisania magisterki, pozdrawiam :)