poniedziałek, 4 stycznia 2016

Bo wolontariat uzdrawia...

Wstałam rano i zastanawiałam się, czy życie musi tak boleć :) Po prostu złapał mnie okropny wirus, który sprawiał, że czułam się okropnie, jak wyżęta przez pralkę kilkanaście razy. Plusem było to, że na uczelni miałam mieć tylko jedne zajęcia. Nastąpiło wahanie:  jechać i się męczyć czy zostać pod ciepłą kołderką. Jedna myśl sprawiła, że postanowiłam przetrwać ten dzień...

Zajęcia przeżyłam, tylko raz zrobiło mi się słabo, ale sytuacja została opanowana. Po zajęciach nogi nie skierowały mnie do busa, tylko do DCW... Chyba jestem uzależniona! Miło było po tak długiej przerwie zobaczyć znajome twarze. Pocieszające było to, że ich nie zarażę, bo oni też wyglądali niemrawo. Tak więc wszyscy razem towarzyszyliśmy sobie w niedoli. Okazało się, że przerwa świąteczna tu nie obowiązuje i kiedy mnie nie było, obowiązki wcale się nie zmniejszały. Czekała mnie więc kupka dokumentów do uzupełnienia. Ale chciałam się pochwalić, że w końcu czuję się pewnie i nie popełniam tylu błędów, nie niszczę tylu rzeczy :) Gdyby nie wolontariat, nie poruszałabym się tak sprawnie w arkuszach kalkulacyjnych, dokumentach i drukowaniu :) Wcześniej komputer służył mi do naprawdę podstawowych spraw: praca w Wordzie, wyszukiwarka do Facebooka i poczty, a drukarka to była czarna magia. Może dla kogoś to będzie powód, aby zaangażować się w wolontariat?

Gdybym ten dzień spędziła pod kołdrą, to wciąż myślałabym o tym, jak źle się czuję. W wolontariacie nie miałam czasu na takie rozmyślania, dzięki czemu jest mi już lepiej. Muszę zapamiętać, że wolontariat jest najlepszym lekiem na zło tego świata :)
 Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Dorota

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Witam! Zależy mi na uzyskaniu Twojej opinii. Tutaj możesz zostawić ślad po sobie. Jednak, ze względu na ilość spamerów, musisz zaczekać, aż zostanie on zatwierdzony przez administratora. Pozdrawiam serdecznie :)