niedziela, 2 kwietnia 2017

Rekolekcje wielkopostne "Wokół krzyża"

Nie wiem, jak jest w innych Diecezjalnych Centrach Wolontariatu, ale w naszym większa część roku przebiega na różnorakich wyjazdach zorganizowanych dla wolontariuszy. Nie mogło zabraknąć i rekolekcji w szczególnym miejscu ze szczególnym rekolekcjonistą. Zapraszam do przeczytania relacji!

Piątek, ostatni dzień marca, bardzo słoneczny, okolice godziny 16:00. W biurze kieleckiego DCW tłum młodych z walizkami. Jest i jakiś zakonnik. To znak, że zaraz zaczniemy swój rekolekcyjny weekend. Wpakowujemy się do wynajętego busa i ruszamy na Święty Krzyż - miejsca, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Dla tych mniej zorientowanych powiem jednak, że w tym miejscu są najdłuższe w Polsce relikwie Krzyża Świętego. Papież Benedykt XVI ustanowił to miejsce bazyliką mniejszą. Chyba wszystkie Ekstremalne Drogi Krzyżowe ze styku trzech diecezji tam kończą swe trasy.

Tuż po 17:00 byliśmy na miejscu. Najpierw - pierwsze zaskoczenie - będziemy mieszkać za klauzurą. Kolejne, gdy zobaczyliśmy pokoje. W sekrecie powiem, że lepsze warunki, niż u mnie w domu :) O 18:00 wspólna kolacja z zakonnikami, klerykami itd. Troszkę na nich poczekaliśmy, bo mieli Drogę Krzyżową. Po kolacji pierwsza Msza Święta rekolekcyjna i zapoznanie z prowadzącym, ojcem Jakubem Zawadzkim, cystersem, wielokrotnie nagradzanym, między innymi przez Echo Dnia jako Człowiek Roku 2015 czy Belfer Roku, za jego ogromne zaangażowanie na różnych płaszczyznach. Ale nie o tym miałam pisać. Przytoczył nam trochę historii swego życia, wytłumaczył sens obrzędów wstępnych i wprowadził do tematyki krzyża, która obejmowała całe rekolekcje. Kolejny punkt programu to Droga Krzyżowa w kaplicy, w której znajdują się relikwie Krzyża Świętego. Droga była nietypowa, gdyż przy każdej stacji ktoś inny trzymał krzyż , podawaliśmy go klęcząc w ławkach. Na zakończenie błogosławieństwo indywidualne relikwiami. Ciekawostką był alarm, który włączał się kilkukrotnie podczas naszych modlitw. Kazali się nim nie przejmować :)

Sobota była bardzo intensywnym dniem. 7:00 pobudka, pół godziny później śniadanie. Następnie Msza Święta z konferencją. To dalszy ciąg rozważań o krzyżu. Usłyszeliśmy też historię o człowieku, którego Jezus niósł przez trudności, a on myślał, że właśnie wtedy go opuścił. Rozmodleni przeszliśmy do pracy w grupach. Najpierw - biblijne kalambury. Oczywiście moja drużyna zwyciężyła :) Potem podzieliliśmy się na trzy zespoły i dostaliśmy różne informacje o bracie Albercie Chmielowskim, którego rok właśnie obchodzimy. Mieliśmy za zadanie przygotować krótką informacje i zabawy na dany temat do programu kolonijnego. Oczywiście wszystkim grupom poszło znakomicie! W końcu zasłużony obiad! Po nim krótkie zwiedzanie klasztoru, konferencja i ... milczenie. To znaczy najpierw była Koronka do Miłosierdzia Bożego, potem konferencja, na której już milczeliśmy, a następnie około dwóch godzin na spędzenie czasu sam na sam ze swą duszą. Mieliśmy też dodatkowe zadanie, rozważyć rozdział 7 z II Księgi Machabejskiej. Dla niektórych ciężko było nic nie mówić, innym przychodziło to z łatwością. Byłam zdziwiona, że potrafię dłuższą chwilę nie myśleć o niczym tylko słuchać ciszy. Czasem było ciężko wśród tłumu turystów czy pątników znaleźć ciszę, ale było warto. Najbardziej krępująca była dla mnie kolacja. Nie wiedziałam, gdzie patrzeć, żeby nikogo nie rozbawić, jak skupić się tylko na jedzeniu. Innym natomiast ten czas najbardziej się podobał. Następnie odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu, śpiewana, z różnymi wezwaniami, podczas której była też możliwość spowiedzi. No trudno opisać wrażenia z niej, to trzeba przeżyć. Tuż po 21:00 udaliśmy się na film "Cuda z nieba", który idealnie wkomponował się w tematykę rekolekcji. Wzruszeni nim zasnęliśmy, by wypoczętym rozpocząć nowy dzień.

Niedziela zaczęła się standardowo śniadaniem. Następnie Gorzkie Żale i krótka konferencja. Ojciec przypomniał, że pomimo iż każdy jest inny, ma inny problem, to Bóg kocha wszystkich. Odnosił się też do fragmentów filmu. Potem serdecznie mu podziękowaliśmy i, wraz  z nim, wyruszyliśmy w pielgrzymkę ze Świętego Krzyża do Świętej Katarzyna. Pogoda dopisała, temperatura osiągała ponad 20 stopni, choć czasem bywało ciężko. Przy kaplicy świętego Mikołaja odprawiliśmy Mszę Świętą na której usłyszeliśmy o posłaniu niesienia świadectwa o tym, co daje krzyż. Otrzymaliśmy też obrazki, w których znajduje się płótno otarte o relikwie Krzyża Świętego. Niestety, szybko musieliśmy ruszać w dalszą drogę. Niedługo potem zdobyliśmy szczyt Łysicy i zeszliśmy w dół do Świętej Katarzyny. Tam weszliśmy do klasztoru sióstr klauzurowych, które nam trochę opowiedziały o swoich zwyczajach. Później miały być lody w najlepszym miejscu w województwie, no ale niestety kolejka nas przerosła. Wsiedliśmy więc do kursowego busa i dojechaliśmy do Kielc.

Co na świeżo mogę napisać? Że mam okropne odciski, jestem padnięta, ale chyba było warto. Poniżej zdjęcia zrobione przez Damiana Zegadło ukradzione z profilu Diecezjalnego Centrum Wolontariatu. Pozdrawiam wszystkich wiernych Czytelników!

Już wracamy :)

A tu dopiero ruszamy! Jeszcze widać tą energię :P

poniedziałek, 27 marca 2017

Jak NIE zdawać

Dziś temat nie dotyczący wolontariatu, ale w moim życiu bardzo z nim związany. Chodzi o prawo jazdy, a konkretnie jego brak. Gdybym je miała, mogłabym dalej prowadzić rejon Szlachetnej Paczki, uczestniczyć w wielu wyjazdach czy akcjach, a tu niestety klapa... Opowiem Wam moją dłuuuuugą historię zdobywania tego upragnionego plastiku, niestety, to wciąż never ending story. Mam nadzieję, że moje perypetie wywołają uśmiech na Waszych twarzach :)

25.01.2013 r. 8:30 - 8:45
Pierwszy egzamin nie trwał długo. Chyba nawet nie ruszyłam, albo ruszyłam kawałek... Miałam otwarte drzwi od bagażnika (przecież ja nawet nie umiem otworzyć go, więc to nie ja) albo najechałam na linię. Wskazałam wszystko dobrze i na tym się skończyło.

14.02.2013 r. 13:54 - 14:00
Egzamin miał zacząć się o 12:50, ale trochę sobie poczekałam, wtedy były jeszcze inne zasady egzaminowania, zmiana micry na toyotę itd. Tu chyba nawet nie ruszyłam, bo mi dwa razy zgasł... Albo ruszyłam prosto na linię? Za wiele w 6 minut nie mogłam popełnić błędów :)

15.03.2013 r. 9:36 - 9:43
Tu na egzamin czekałam od 8:20. Tu mam nawet zanotowane, że wjechałam na linię :) Co ciekawe, przez kilka pierwszych, chyba 6, egzaminów zawsze miałam sprawdzić poziom oleju :)

16.04.2013 r. 9:25 - 9:38
I tu zaczynają się ciekawe opowiastki. Na ten egzamin pojechałam z koleżanką. Czekałyśmy od 8:30, ciepło, wyszłyśmy więc na zewnątrz. Szedł piękny, młody i przystojny egzaminator, a ona na to: "Nie mogłabym się z takim przystojniakiem skupić na egzaminie". Nagle okazało się, że ja mam jechać właśnie z nim. No super, po tym, co mi nagadała. Wsiadłam, zrobiłam plac i pojechałam na miasto! Przypominam, że pierwszy raz. Wszyscy mówili: pamiętaj o znaku STOP przy wyjeździe z WORD-u. No oczywiście nigdy go nie widziałam, więc zatrzymałam się przed nim, a nie przy drodze, żeby sprawdzić czy coś jedzie. No i wiadomo jaki wynik...

21.05.2013 r. 10:10 - 10:27
Tu czekałam od 8:20, ale UWAGA! Wyjechałam na miasto! I jak widać, nawet trochę jeździłam. Powiem, co miałam po jednym błędzie: parkowanie prostopadłe, zawracanie, omijanie, zmiana kierunku jazdy, respektowanie zasad techniki kierowania pojazdami. Tutaj chyba chodziło o to, że jechałam tak blisko samochodów, że pourywałabym lusterka i jechałam tak, że egzaminator się bał o swoje życie. Ale nie jestem pewna :)

06.06.2013 9:40-9:45
Znowu czekałam od 8:30. Na pamiątkowej karcie mam zapisane, że zagrażam życiu innych osób :) cokolwiek to oznaczało i błąd przy ruszaniu mam.

27.06.2014 r. 10:35 -11:04
Po roku przerwy postanowiłam spróbować jeszcze raz. Czekałam na swoją kolej od 10:00. Byłam z inną koleżanką, czerwiec, więc ponownie czekałyśmy na zewnątrz. Szła pewna pani egzaminator, na co koleżanka powiedziała na głos, że lepiej żebym jej nie miała, bo dziewczyny u niej nie zdają, a dziś od rana to już kompletnie nikt. Oczywiście, jak to bywa, musiała usłyszeć, a ja trafiłam na nią. O dziwo, było dobrze. I miasto szło itd., miałam źle zrobione zawracanie, ale do naprawienia. No i nastąpiła nieszczęsna zmiana pasa ruchu. Nie wiem, czy ktoś chciał mnie wpuścić i ponaglał, czy się bał wyjechania, ale zatrąbił, co skutkuje przerwaniem egzaminu. Nie było możliwości zamiany miejsc, więc jechałam dalej, ale już wiedziałam, że niezdany egzamin. Łamałam więc wiele przepisów, przez emocje już nie zwracałam uwagi na znaki itd. Egzaminatorka na to: "Co pani robi?!", a ja odparłam, że przecież i tak nie zdałam.

13.03.2017 r. 12:25-12:43
Trzy lata później.... Oj, w międzyczasie zdawałam nową teorię i na tym się skończyło. Potem latanie za profilem kierowcy, szukaniem instruktora i ponownie wsiadłam za kółko. Trafiłam na najwspanialszego egzaminatora na świecie (tego przystojniaka). Najpierw przeraził się, bo spaliłam sprzęgło ruszając na placu, ale przemilczał to. Potem podirytowałam go tym, że ciągle trzymałam nogę na sprzęgle. W pewnym momencie jadąc ze mną zapiął pasy, co nie wróżyło nic dobrego. Ale pokonałam nietypowe sytuacje na drodze: zablokowany dojazd do mojego wolnego pasa ruchu, zaparkowane samochody tak, że musiałam najechać na podwójną ciągłą... Gdy jechałam blisko zaparkowanych samochodów, widziałam, jak jest przerażony, ale nic nie zaznaczał, powiedział tylko, że zły przejazd. Już mnie to zestresowało. I miałam skręcić w prawo na światłach. Szkoda, że zapomniałam, że piesi też mają zielone... I kolejne 140 zł poszło... Egzaminator przepraszał mnie, że musi mnie oblać. No cóż, ja sobie jeszcze z nim pożartowałam :D

27.03.2017 r. 10:08-10:23
Tak, to było dzisiaj :) Od rana byłam przerażona, na jeździe popełniałam kardynalne błędy przez stres. Na egzaminie już na wzniesieniu zgasł mi samochód. Potem nie wiedziałam, gdzie mam się zatrzymać. Ale pojechałam na miasto. Ale zaraz, wszyscy jadą w prawo, a mnie wypchnęła w lewo. Oj, będzie ciekawie. Rano, gdy jechałam, stała tam na obu pasach koparka. Kurcze, wciąż tam jest. Co tu robić? Wjechałam więc na chodnik. I o dziwo nie było to błędem :) Potem samochód zgasł mi przy wjeżdżaniu pod górę, wpadłam też w zakręt z ogromnym impetem, ale egzaminatorka nic nie powiedziała. I nadeszło zatrzymanie w wyznaczonym miejscu, które dwukrotnie zrobiłam źle. Okazało się, że nie dojechałam do prawej krawędzi. Pozwoliła mi jednak jeździć dalej. Ładnie zawróciłam, ale skręcając w prawo najechałam na podwójną ciągłą, co skutkuje oddaniem kierownicy. W późniejszej rozmowie stwierdziła, że widać, że dobrze czuję się za kółkiem, jadę pewnie (no sorry, jeżdżę już 5 lat), ale wszystko robię zbyt szybko i nerwowo. Stwierdziłam, że no cóż, zdam za 10 razem, a ona na to, że czemu mam tak mało wiary w siebie. Ja na to: "Ale to mój dziewiąty". Wyobraźcie sobie jej minę :)

Kolejny egzamin już ustalony. Chyba powinnam ogłosić społeczną zbiórkę na moje prawko, ciekawe, kto by mi współczuł i się dorzucił, a kto bałby się wypuścić mnie na polskie drogi :) Ale ja naprawdę umiem jeździć, a że głupia się stresuję i robię wtedy wszystko jeszcze szybciej, niż zwykle, to co poradzę. Mam nadzieję, że odstresowałam Was w ten poniedziałek i udowodniłam, że nawet w najgorszej sytuacji nie można się poddawać. Mi nawet nowenny do św. Rity już nie pomagają, ale walczę!

środa, 22 marca 2017

Sprintem przez ostatnie dwa tygodnie

Znowu dawno nie pisałam, a to właśnie dlatego, że tyle się działo. Może więc krótkie streszczenie ostatnich dwóch tygodni :)

8 marca, oprócz Dnia Kobiet, odbył się Wieczór Filmowy dla Wolontariuszy. Najpierw oczywiście były życzenia od naszych mężczyzn, a potem próba upieczenia gofrów :D Próba, ponieważ nie wyszły idealne, ale pyszne. No a potem cisza, bo film :) Chociaż w niektórych momentach ciężko było się powstrzymać od komentarzy :) Tytuł to "Dla ciebie wszystko". Wzruszający, zaskakujący, interesujący - więcej nie zdradzam, wystarczy obejrzeć.

Wciąż trwa tez kurs dla wychowawców wypoczynku. 11 marca poświęciliśmy na zajęcia praktyczne: uczyliśmy się zabaw ruchowych, plastycznych, z chustą klanzy, dowiadywaliśmy się, jakie mogą zdarzyć się sytuacje problemowe i jak je można rozwiązać, był też moduł poświęcony pracom społecznie użytecznym. Co roku niby zabawy są te same, ale zawsze odkrywam w nich coś nowego lub po prostu odświeżam te, o których zapomniałam. Wiele zależy też od grupy - czy jest otwarta na takie atrakcje czy nie. Tu jedna była bardziej chętna, druga mniej. Ale wszystko się udało!

Wczoraj wolontariusze wybrali się na film "Chata". Krąży o nim wiele opinii, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, jednak ja z czystym sumieniem mogę go polecić. Pokazuje życie z innej perspektywy niż ta, do której przywykliśmy. Wyjaśnia niewyjaśnione i pozwala zrozumieć więcej. Oj, dziś będę tajemnicza, żeby nie odbierać nikomu przyjemności z oglądania.

Dziś kolejne szkolenie dla nowych wolontariuszy, w weekend Zbiórka Żywności Caritas, ostatni weekend kursu wychowawców... Będzie się działo :) Życzę Wam owocnie spędzonych najbliższych dni :)

poniedziałek, 6 marca 2017

Kurs wychowawcy wypoczynku part I

W sobotę rozpoczęła się kolejna edycja Kursu wychowawców wypoczynku prowadzonego przez Caritas Diecezji Kieleckiej. Miałam okazję również tam być, chociaż kurs robiłam już kilka lat temu. 
Dzień zaczął się od przygód. Czekałam 45 minut na busa, który nie dojechał. Musiałam wrócić do swojej miejscowości i pojechać kolejnym, na szczęście zdążyłam :) Wprawdzie nie mogłam już pomóc w ustawianiu krzesełek i innych sprawach porządkowych, jednak uratowałam stół przed kolebaniem się :) Kursanci coraz liczniej gromadzili się w sali, ustawiali w kolejce do opłacenia kursu czy uzupełnienia danych na listach. Później mam zagwozdkę przy przepisywaniu "co autor chciał przekazać?". I zaczęło się... oczywiście modlitwą. Na początek nasz koordynator Damian, który już "tysiące" razy był na kolonii w różnych rolach, wprowadził wszystkich do kursu. Przytoczył najważniejsze informacje prawne, organizacyjne i oddał głos swojej następczyni, Pani Joannie Śmiech, która również ma ogromne doświadczenie w zakresie kolonii: nie tylko była tam wychowawcą, kierownikiem, ale też wizytatorem, nawet na koloniach z dziećmi głuchymi czy niewidomymi (chyba nic dziwnego, że ten fragment mnie zaciekawił). Tłumaczyła wszelkie prawne aspekty związane z byciem wychowawcą, ale pokazywała też w praktyce, jak np. uzupełnić dokumenty czy stworzyć plan dnia, ramowy plan pracy itd. To chyba istotne, że oprócz części teoretycznej, prowadziła też elementy praktyczne. Bardzo podobało mi się, że gdy widziała znużenie grupy, przerywała na moment wykład i np. uczyła jakiejś kolonijnej piosenki. Była też praca w grupach - każda miała inne zadanie, jedni przedstawiali wierszyk, inni planowali co robić w czasie deszczu, a jeszcze inni tworzyli nazwę i regulamin grupy. To tylko kilka przykładów, gdyż grupa kursantów jest dość spora, więc pracowali w wielu zespołach.
Po 13:00 znowu moduł prowadził Damian Zegadło, który nawiązywał do przepisów ilustrując je przykładami z własnego doświadczenia - co może się stać, gdy... Takie obrazowe przedstawienie kolonii pokazało większości, że kolonie to nie zabawa, ale ogromna odpowiedzialność. Przedstawił też teorię w praktyce - nasze rozkłady dnia z zimowiska, konkursy czystości, różne filmiki z turnusów. Trudno mi po kolei wszystko streścić, więc po prostu sygnalizuję pewne treści, które mnie zaciekawiły lub były istotne.
Na zakończenie pomogłam uprzątnąć salę i ruszyłam do domu. Bardzo ciekawym doświadczeniem jest uczestniczenie w kursie, na którym sama byłam kilka lat temu. Treści, pomimo że podobne, odbiera się zupełnie inaczej, przez pryzmat własnego doświadczenia. Do każdego przykładu mogłabym dodać kilka swoich. Czuję się wtedy taka "doświadczona", chociaż tak naprawdę jeszcze mało wiem.
Dodam, że w kursie uczestniczy dość wiele moich znajomych, nawet moja mama. Wierzę, że po nim nie będą na mnie źli, że ich namówiłam, a będą nawet dziękować. W tym tygodniu chyba będzie więcej postów, gdyż na środę zaplanowany jest wieczór filmowy, o którym przecież muszę Wam opowiedzieć. Pozdrawiam i miłego tygodnia :)

wtorek, 28 lutego 2017

Nowa rola

Oj mam problem z systematycznością :) Ale może to też dlatego, że łatwiej i chętniej opisuję coś niecodziennego niż coś co już tyle razy się wydarzyło (np. miałam opisać ostatnią "Herbatę z aureolą", była kompletnie inna niż wszystkie, ale już nie chciałam powielać tematu). Dziś jednak wydarzyło się coś z serii "wow", czym chciałabym się z Wami podzielić.

Dziś po zajęciach na uczelni udałam się do DCW, by stamtąd wyruszyć dalej. Dziś miałam się wcielić w rolę ... CLOWNA! Akurat dla mnie nie było to trudnym zadaniem, gorszym okazały się inne zadania, ale o tym później. Odwiedziliśmy świetlicę środowiskową "Pod Aniołem", która znajduje się tuż obok kieleckiego hospicjum na ul. Mieszka I. Przywitał nas tłumek ciekawskich podopiecznych, ale musieliśmy mieć czas na przebranie. Damian, Paulina, Marta i ja - kwartet clownów :D Dzieciaki ciekawsko zaglądały do sali, w której ulokowaliśmy sprzęt, śmiały się z naszych nosów, peruk czy much, zastanawiały się, co im pokażemy. I w końcu wybiła 16:00 i dzieciaki doczekały się naszego "występu". Najpierw "burza mózgu" - co kojarzy się z cyrkiem? Oprócz zwierząt i lwów :P wskazali właśnie clowna, magików... Następnie podział na grupy i zebranie tego, co było rzucane w eter, czyli każda grupa rysowała namiot cyrkowy i zapisywała, co się z nim kojarzy. Niektóre odpowiedzi były zaskakujące, głównie przez ortografię :D rzągielka, tależe, grupa żułta, perułka, klałn, itd. Moje polonistyczne serce się krajało :P A potem - hokus pokus czary mary, czyli "czytanie w myślach", jaką kartę wybrały dzieci zgadywała pani clown Marta. Nie mam pojęcia jak to robiła :D A potem podział na mniejsze grupy i kręcenie talerzami oraz żonglowanie chustkami. Przed właściwym zadaniem - oczywiście ćwiczenia rozgrzewające odpowiednie partie ciała. Ja przydzielona byłam do kręcenia gumowymi talerzami, chociaż tego wcale nie potrafiłam (jak i żonglowania chustkami czy innych cyrkowych rzeczy). Najpierw mieliśmy grupę złożoną z prawie wszystkich najmłodszych dzieciaków. Byli cudowni!!! Bardzo szybko "załapali" tą trudną sztukę. Druga grupa była negatywnie nastawiona, gdy coś im się nie udawało, zaraz się poddawali, bez podjęcia kolejnej próby. Wstyd się przyznać, ale mi przed dwie godziny ćwiczeń udało się zakręcić... tylko dwa raz ;( Mimo to nie poddawałam się i wierzyłam, że może kiedyś się nauczę :)
Na szczęście szybko te dwie godziny minęły (byłam zmęczona po całym dniu na uczelni). Na koniec dowiedziałam się, że dzieciaki z tej świetlicy mają duże problemy z językiem polskim, więc mogłabym tam się odnaleźć jako wolontariusz. Przemyślę to, najpierw czekam na datę rozpoczęcia kursu języka migowego i pod niego dopasuję korepetycje, których udzielam i ewentualny wolontariat w nowym miejscu. A dziś na zakończenie - zdjęcie robione kalkulatorem z dzisiejszego dnia ;)
Owocnego przeżycia Wielkiego Postu :)

środa, 15 lutego 2017

Taki typowy tydzień :)

Oj mam problem z regularnym dodawaniem wpisów. Wynika to trochę z braku czasu, a trochę z braku pomysłu - nie wiem, czy chcielibyście czytać o WSZYSTKIM, co robię w wolontariacie. Dziś podsumowanie ostatnich wydarzeń.

Wolontariat to nie tylko konkretne działanie, to także ludzie, przyjaźnie, wspólne chwile. W ubiegłą sobotę odbyło się takie nieformalne spotkanie, na którym zebraliśmy się, by wspólnie pooglądać filmy, porozmawiać, zapomnieć o codzienności. Więcej nie mogę zdradzić :) Dodam tylko, że było fantastycznie!

W niedzielę odbyła się Gala innego wolontariatu, w którym się udzielam - Szlachetnej Paczki. Zajmuję tam "stanowisko" asystenta ds. promocji w woj. świętokrzyskim. Na gali odbyło się częściowe podsumowanie programu, wręczenie nagród tym wyróżniającym się. Nie wiem, czy Was to zaskoczy, ale ja też taką otrzymałam :) Byłam zdziwiona, no ale cóż :) Na tej gali powiedziałam też swój autorski wiersz, nie jest on jednak wart umieszczenia. Było wiele występów uzdolnionych wolontariuszy, słowa wspomnień edycji, zachęta do udziału w kolejnych projektach... Chcecie oblukać? Od 6:11 minuty tutaj .

W poniedziałek... pakowałam skarbonki :) Znaczy się segregowałam odpowiednią ilość do odpowiedniej parafii, a następnie dopasowywałam do dekanatu, później jeszcze plakaty informujące. Pisałam w ubiegłym roku o tym. Jest to akcja związana z uczynkami miłosierdzia, a konkretniej jałmużną. Dzieci, w okresie Wielkiego Postu, odmawiają sobie czegoś, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wrzucają do papierowej skarbonki. Tydzień po Wielkanocy, w Niedzielę Miłosierdzia, składają je w parafii, a zebrane w ten sposób pieniądze przeznaczane są na pomoc osobom starszym i dzieciom. Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam. Pracowałyśmy od 9 do około 13:30. To szybko w porównaniu do ubiegłego roku :).

W tym roku odeszło już kilka osób zaangażowanych w działania wolontaryjne na Kielecczyźnie. Nasz koordynator był na ich pogrzebach. Wczoraj spisywałam z nagrania z mów pożegnalnych. Posłużą do zrobienia notatek o tych osobach na naszą stronę wolontariatu. Warto, by o takich osobach pozostała pamięć.

Dziś (kolejny już raz) uczestniczyłam w szkoleniu podstawowym "I Ty możesz zostać wolontariuszem". Pomimo, że treści te same, przykłady z życia, opisy, nawet prezentacja, to nie ma dwóch takich samych szkoleń. Zawsze są na nich inni ludzie: jedni rozmowni, wciąż zmieniają temat, aby rozwikłać ich wszystkie wątpliwości, inni natomiast cisi, nie odpowiadają nawet zapytani. Nie ma grup gorszych i lepszych, są po prostu różne. Dziś na szkoleniu pojawiło się 8 osób w ogromnym rozstrzale wiekowym, od 15 lat do wieku emerytalnego, z różnymi doświadczeniami życiowymi. Niektórzy już działają w wolontariacie, inni "nie wiedzieli, z czym się to je". Zastanawiam się, ile osób po tym szkoleniu zacznie działania, a dla ilu będzie to "słomiany zapał". Sądzę jednak, że po tak przeprowadzonym szkoleniu, z 90% przyjdzie spróbować swoich sił w jakiejś organizacji. Pozostali to ci, którzy trafili tam "przez przypadek".

Na dzisiaj to już wszystko. Wciąż zachęcam do zrobienia kursu wychowawcy. Może ktoś z Was by chciał? :)

Pozdrawiam mojego (chyba) jedynego stałego Czytelnika :) Dobrej nocy ;)

środa, 8 lutego 2017

Anegdotki Dorotki

Dziś krótko, ale za to z mnóstwem zdjęć :) Podzielę się z Wami kilkoma anegdotkami z turnusu, może to nie wszystkie, ale tyle pamiętam:

Gra w "5 sekund". Polecenie: wymień coś głośnego:
- bębenek, oregano (!?), perkusja.
Polecenie: wymień, co kupuje się dziecku do szkoły:
- zeszyty, kredki, biurko.

Konkurs bałwanów "na leżąco". Moja grupa najmłodszych uczestników:
- Ej, ale na panią Dorotę to za mało tego śniegu będzie!

Zepsuty autokar, dzieci pytają:
- No ale proszę pani, przecież się modliliśmy, dlaczego się zepsuł?
Na to inny dzieciak:
- Bo ty się nie modliłeś, widziałem!

Sensację (i ogromny ubaw) zrobiła moja książka "Poradnik wychowawcy kolonijnego". I teksty w stylu:
- To takie coś istnieje??

Powrót do domu, większość dzieci "oddana", troje musieliśmy dowieść do innej miejscowości. Rozmowa kadry:
Pielęgniarka: No jakbym się pytała dzieci, czy im niedobrze itd., to zaraz by wymiotowały, a tak nikomu nic nie było. A pamiętacie jak się wmawiało dzieciom, że plasterki na pępek pomagają?
(nasz kierownik pokazuje jej na migi, żeby nie mówiła tego, bo te dzieci też w to wierzą).
Pielęgniarka: No ale tak, pomaga, pomaga.

Wizyta Rzecznika Praw Dziecka:
- No ale jest coś, co wam się nie podoba?
- Nie, nie ma.
- Ale na pewno?
Na co jeden z uczestników:
- Mi nie odpowiada smród z kibla!

Co zapamiętasz z kolonii?
- Jak pani krzyczała: "Szymon, gdzie jesteś?"

- Dorotka, masz wszystkie dzieci?
- No tak, 1, 2, ..11.
- Ale przecież ty masz 13 dzieci!
(Na szczęście wszystkie były :)

(Płacz) Proszę pani, zgubiłam ręcznik!
- Ale gdzie, na basenie?
- Nie, w pokoju. W poniedziałek.
(Ryk) - był czwartek.

Moja grupa na prezentację grup ułożyła wierszyk, nauczyła się go na pamięć, wyszła przed kolonię i... zapomniała!

- Umiesz pływać?
- Tak, przez rok chodziłam na kurs.
Na basenie:
- A po co ci deska i rękawki?
- Bo ja jednak nie umiem pływać.

Pokaz mam talent. Jeden z uczestników wręcza jury kostkę Rubika do pomieszania. Pielęgniarka rwie się pierwsza, łapie w dłonie, chce przekręcić, a ta rozsypuje się w drobny mak.

- Jak zrobisz tą sztuczkę, to ja zrobię kupę!
Zrobił, a kupy nie było :P


Wszystkie dzieci nasze są

Moja "Kolorowa 13"

Czasem trzeba komuś pomóc

Jeah! Banda!

Czasem trudno utrzymać pion

Dzieciaki same wpadły na portret najlepszego kierownika

Niezawodne jury Talent Show

Ci dwaj panowie naśladują... sowy!

Szybciej, dmuchajcie balony!

Ach, ten nieszczęsny poradnik :)

Dokumenty, dokumenty, dokumenty

Malujemy smerfnego Ważniaka

Moje urwisy

Na panią Dorotę za mało tego śniegu!

Podobna? :P

Dotarłam!

I znowu wszyscy :)

Prawie cała kadra :)

Centrum multimedialne

I znowu moi :)

A tu rozszerzona kadra :P

Kazali udawać, że mi się podoba :P

Nie zabrakło Eucharystii

Piszemy kartki do Pani Prezydent, Pani Premier i innych wielkich sławnych

Na szczycie labiryntu